Urodziła się dwa tygodnie za wcześnie. Rodzice nadali dziewczynce imię Tami. Dlaczego?

Może dlatego, że szczęśliwa dziewczynka miała okazję narodzić się w czasie lotu do Laz Paz. Lotu realizowanego przez linię TAM. Co oznacza ten tajemniczy skrót? Transportes Aeros Militares – czyli komercyjne linie lotnicze zarządzane de facto przez wojsko. A, że boliwijskie wojsko jest wspaniałomyślne i ma gest przekonała się maleńka Tami.

Boliwijskie linie ofiarowały jej bowiem bezpłatne przeloty krajowe do czasu aż nie ukończy 21 lat. W najbiedniejszym z państwa Ameryki Południowej to prezent, jakich mało. Wielu z tutejszych nie stać na zwykły autobus. O locie nie wspomniawszy. Ponadto postanowiono, że dziewczynka dostanie stypendium w szkole boliwijskich sił powietrznych.

No, ale reklamę firmie też zrobiła (świadczy o tym chociażby, że teraz to czytasz, Szanowny Czytelniku z dalekiej i egzotycznej Polski). A raczej lekarz i pielęgniarka, którzy znajdowali się wśród pasażerów szczęśliwego lotu na wysokości 7 300 metrów nad ziemią.