We francuskich Alpach odbyły się w minionym tygodniu zawody w strzyżeniu owiec. Zwycięzca ogolił kudłate zwierzę w minutę i 11 sekund. Daleko mu jednak do rekordu światowego, który padł w Nowej Zelandii (miejscu skąd ów zwyczaj się wywodzi). Rekordzista zrobił to zaledwie w 25 sekund (swoją drogą ciekawe czy nie obciął owieczce czegoś więcej poza futrem 😉 )

Uczestnicy tego wydarzenia mogli na własnej skórze przekonać się na ile trudne jest to zadanie – każdy chętny mógł własnoręcznie owieczkę ogolić. Organizatorzy zawodów mają nadzieję, że takie imprezy ściągną turystów i przyczynią się do wzrostu ekonomicznego regionu.

Wyczytałam, że w Polsce też organizuje się tego typu zawody. Jak powiedział jeden z jurorów z wieloletnim doświadczeniem – dobry strzygacz to taki, który potrafi w ciągu dnia ostrzyc 460 sztuk! Powiedzenie „czarna owca w stadzie” i w tej dziedzinie ma potwierdzenie. Ponoć czarne – krnąbrne i kościste – są gorszymi klientkami gabinetów fryzjerskich niż białe tłuścioszki 🙂