Potężna chmura pyłów wulkanicznych, która paraliżuje ruch lotniczy nad Europą wreszcie opuszcza terytorium Bułgarii. Chmura przesuwa się w kierunku północnym i obecnie obejmuje swoim zasięgiem jedynie skrajne części kraju. W niedzielę Minister Transportu przywrócił do względnie normalnej pracy lotnisko w Sofii i mieście Plovdiv. Nad Bułgarią sytuacja się stabilizuje i pyły nie stanowią już zagrożenia. W bułgarskich portach lotniczych nadal jednak występują zaburzenia w harmonogramie lotów spowodowane opóźnionymi (lub odwołanymi) lotami z innych krajów. Szacuje się, że w ciągu weekendu zostało odwołane ponad 75% lotów do i z Bułgarii. To sporo zwłaszcza, że słoneczna wiosna to początek bułgarskiego sezonu turystycznego.

 

Dla przypomnienia powiem tylko, że sprawcą całego lotniczego zamieszania jest wulkan o wdzięcznej nazwie Eyjafjallajökull, znajdujący się na Islandii. Wulkan ten zaatakował dwukrotnie. Pierwsza erupcja miała miejsce 20 marca 2010r., choć jego pomrukiwania sejsmolodzy rejestrowali już od grudnia 2009 roku. W marcu wulkan wypluwał ze swojego wnętrza głównie lawę. Drugie, kwietniowe uderzenie było dużo silniejsze, a w powietrze wyrzucone zostały ogromne ilości pary wodnej i pyłów. To właśnie one stały się przyczyną lotniczego chaosu.