19 kwietnia to ważna data w kalendarzu Wenezueli. To tego dnia roku 1810 r. kraj oficjalnie odzyskał niepodległość. W bieżącym roku przypada zatem 200-letnia rocznica istnienia tego pięknego kraju na politycznej mapie świata.

W związku z tym prezydent kraju Hugo Chavez zaprosił na wspólne świętowanie najbliższych latynoamerykańskich sojuszników, w tym: przywódców Boliwii i Kuby – Evo Moralesa i Raula Castro. Było jak to w Ameryce Południowe zwyczajowo się przyjęło. Parady. Defilady. Wspólnie wygłaszane, buńczuczne przemówienia. I, rzecz jasna (zebrali się, bądź co bądź, liderzy lewicowych rządów Ameryki Łacińskiej) głosy o przeciwdziałaniu polityce USA pełnej dominacji i ekspansji.

Żeby było jeszcze bardziej „rodzinnie”, a uroczystość zachowała czysto socjalistyczny charakter, Chavez wykluczył z obchodów przedstawicieli opozycyjnej opcji narodowej. Uważający się za spadkobiercę XIX-wiecznego bojownika o niepodległość, Szymona Boliwara, prezydent Wenezueli wygłosił na koniec przemówienia znamienne słowa: „Ojczyzno, socjalizm albo śmierć! Zwyciężymy”.