Z wyglądu właściwie nie wyróżnia się niczym specjalnym. Jest tak samo ciemnobrązowa, jak słynna Coca-Cola. W smaku podobnie słodka. Rozlewana do butelek z czerwonymi etykietami. Jest jednak pewien szczegół, który odróżnia Coca Collę (to nie literówka!) od słynnej siostry.

W zeszłym tygodniu napój trafił na półki sklepowe Boliwii. Jako pierwsi mogli go skosztować mieszkańcy okolic Jeziora Titicaca. Nie dziwne. To stąd pochodzą Ajmarowie. Inaczej nazywani ludem Colla. To od ich nazwy wziął się drugi człon nowo powstałego napoju boliwijskiego przemysłu napojów. O czym mowa? O napoju tworzonym na bazie ekstraktu z liści koki.

Niektórzy ideę produkowania Coca Colli nazywają nowym pomysłem na ożywienie boliwijskiej gospodarki. Inni powrotem do korzeni. Tak jak kiedyś napój jest produkowany z wyciągu z liści koki. To nie pierwszy południowoamerykański napój na bazie takiego ekstraktu. Pięć lat temu kolumbijscy Indianie z plemienia Paez wprowadzili na rynek tzw. Coca Sek. Ich towar szybko jednak został zakwalifikowany jako produkt zakazany. Co do Coca Colli na razie panuje milczenie.

Jedyną pewną informacją jest to, że za półlitrową butelkę trzeba zapłacić ok. 1,5 USD. Chętni mogą poszukiwać nowinki w stolicy Boliwii, La Paz, a także w Santa Cruz i Cochabambie.

Źródło zdjęcia; www.guardian.co.uk