Ponad tydzień temu głośno było o poważnym wypadku do jakiego doszło podczas turnieju korridy w Meksyku. Hiszpan Jose Tomas, nazywany Beckhamem korridy, został ubodzony rogiem byka, który wbił mu go na 10 cm w ciało przebijając tętnicę i żyłę. Krwotok był tak potężny, że pierwszą transfuzję krwi matador przeszedł jeszcze na arenie. Został następnie przewieziony do szpitala, gdzie odbywały się kolejne operacje – lekarze walczyli o jego życie przez kilka dni. Dopiero niedawno jego stan określono jako stabilny.

To już drugi poważny wypadek Jose Tomasa. Tym razem jednak najprawdopodobniej będzie on musiał pożegnać się z karierą. A szkoda, ponieważ był on niekwestionowanym, najsłynniejszym hiszpańskim pogromcą byków. W jego walkach dopatrywano się sztuki i piękna.

Na początku tego roku w Kolumbii podczas corraleja (lokalnej odmiany korridy) bez szans na przeżycie był Walter Perdomo Castillo, wyrzucony w górę a następnie stratowany przez byka. Corraleja odróżnia się od tradycyjnej korridy m.in. tym, że nie można w jej trakcie zabijać byka, co kończy się nie raz śmiercią matadora.

Ciągle trwają burzliwe dyskusje dotyczące korridy, zakazu jej rozgrywania ze względu na brak humanitaryzmu w traktowaniu zwierząt. To jedna strona medalu. A może warto spróbować ograniczyć korridę chociażby ze względu na bezpieczeństwo ludzi?