Ubiegły tydzień upłynął pod znakiem ogłaszania oficjalnych kadr narodowych reprezantacji szykujących się do walki o tytuł Mistrza Świata w piłce nożnej. Chyba nie muszę wspominać, ze owe wydarzenie zelektryzowało zwłaszcza dwie nacje, w których temat piłki nożnej obecny jest w każdej dziedzinie życia. W Brazylii i Argentynie, bo o nich mowa, na długo przed oficjalnymi komunikatami, dało się odczuć społeczne, medialne, a nawet polityczne naciski na selekcjonerów, od których zależał ostateczny skład reprezantacji. A co za tym idzie – oficjalny skład 22 gladiatorów, od których zależy być albo nie być na piłkarskiej mapie świata przez najbliższe 4 lata. I proszę się nie śmiać. W Ameryce Południowej piłka nożna bynajmniej nie jest powodem do drwin czy żartów. To sprawa wagi państwowej.

Toteż, gdy tylko Carlos Dunga i Diego Armando Maradona ogłosili swoje wybory, w oby krajach wręcz zawrzało. Powód. Bardzo prozaiczny. W przypadku Canarinios poszło o brak w kadrze Ronaldinio i Adriano. Tego pierwszego nie trzeba przedstawiać nawet płci piękne, prawda? Facet wrócił do formy. Błyszczał cały sezon w barwach włoskiego AC Milan, będąc pewnym, że swoją postawą zasłuży na swój prawdopodobnie ostatni Mundial. Nic z tego.

W przypadku Albicelestes chodzi o trójkę piłkarzy: Estebana Cambiasso, Javiera Zanettiego oraz genialnego rozgrywającego, który od ponad roku pozostaje skłócony z Maradoną, Juana Romána Riquelme. O tym ostatnim jeszcze pewnie napiszę jakiś artykulik, bo to szersza sprawa. Konflikt między nim a „boskim Diego” spowodował, że po raz pierwszy Argentyńczycy spojrzeli na swego idola w sposób krytyczny. Mało tego, odważyli się publicznie na stadionach go obrażać, co dotychczas wydawało się wręcz niewyobrażalne. Maradona miał w kraju status wiecznego idola. Gwiazdy. Żyjącej ikony. Dwaj pozostali pominięci piłkarze to gwiazdy Interu Mediolan, który w tym roku wygrał już prawie wszystko, co było do wygrania: mistrzostwo Włoch, Puchar Włoch, a za tydzień zagra o najcenniejsze trofeum w klubowej piłce: Puchar Ligi Mistrzów. Zarówno Cambiasso, jak i Zanetti odgrywają w zespole kluczowe role. Tym większe szok u fanów reprezentacji Argentyny.

Rozliczenie nastąpi po Mundialu. Już wkrótce.