Jeszcze parę lat temu sytuacja była podobna. Ekwadorski wulkan Tungurahua eksplodował. Położone u niego podnóża Banos zostało całkowicie ewakuowane. Po upływie paru tygodni mieszkańcy wrócili jednak do swoich domów. Sejsmolodzy zalecali przeprowadzkę. Jednak Banos to dla miejscowych turystyczna żyła złota. To tutaj rozpoczyna się rowerowy szlak wzdłuż doliny rzeki Pastaza spływającej w kierunku wiecznie zielonych lasów amazońskich.

Wypożyczalnie rowerów i kładów. Termy. Gorące źródła. Sklepy ze sprzętem turystycznym. Biura organizujące wyprawy na wulkan Tungurahua. W Banos nie ma biedy. I trudno się dziwić lokalnym mieszkańcom, że na pomysł władz sugerujący opuszczenie miasteczka zareagowali pukaniem się w czoło.

Tym razem ewakuacja była przymusowa. Oprócz Banos swoje domu musieli opuścić mieszkańcy pozostałych sześciu wiosek położonych w okolicy wulkanu. Wiatr przeniósł pył wulkaniczny nad Guayaquil, największe i najbardziej zaludnione miasto w Ekwadorze. Zamknięto tam lotnisko i szkoły publiczne.

Wulkan Tungurahua należy do tzw. alei wulkanów, która stanowi nijako kręgosłup całego Ekwadoru dzielący kraj na część nadwybrzeżną (Costa), andyjską (Sierra) oraz obszar wiecznie zielonych lasów deszczowych (el Oriente). My tam też trafiamy za jakiś czas…