Bob MarleyKażdy kraj ma swoich bohaterów – mniej lub bardziej znanych na świecie, związanych z polityką, nauką, kulturą. Jedni znaleźli się w Wikipedii dzięki dalekim i śmiałym wyprawom lub przełomowym wynalazkom, inny pamiętani są z mniej chwalebnych czynów… Jamajka może poszczycić się prawdziwą legendą, muzykiem, który wpisał się do historii dzięki swej wrażliwości, zaangażowaniu i niezaprzeczalnej charyźmie. Jakby ktoś jeszcze na to nie wpadł, mam oczywiście na myśli Boba Marleya.

Bob, a właściwie Robert Nesta, bo takie były jego prawdziwe imiona, urodził się 6 lutego 1945 roku. Był synem osiemnastoletniej Cedelli Booker, mieszkanki Jamajki, i pięćdziesięcioletniego kapitana brytyjskiej marynarki, Norvala Marleya. Ze względu na swoisty mezalians młody Robert rzadko widywał swego ojca w Saint Ann na północy Jamajki, gdzie wychowywał się w małej wiosce Nine Mile.

Po śmierci ojca, Bob wraz z matką przeniósł się do stolicy Jamajki. Kingston jawiło się przyjezdnym jako prawdziwy raj w którym mogą spełnić się sny o dostatnim życiu. Niestety oczekiwania okazały się dalekie od rzeczywistości. Tak jak inni nowoprzybyli mieszkańcy stolicy zmuszeni byli osiedlić się w slumsowej dzielnicy Trenchtown, która wzięła swą nazwę od biegnącego wzdłuż jej obszaru rowu, stanowiącego system kanalizacyjny miasta. Już sam ten fakt mógłby skłonić niejednego lenia do zostania światowej sławy muzykiem…

Dorastając na ulicach wielkiego miasta, ocierając się o bogactwo zamożnych mieszkańców, a jednak będąc od niego oddzielonym, Bob uciekał w świat muzyki. Jamajka w połowie dwudziestego wieku była szalonym wirem łączącym w swych czeluściach wpływy karaibskiej muzyki etnicznej mento i calypso z pokaźną dawką amerykańskiej chluby – jazzem i bluesem. Słyszeliście o muzyce ska? O rocksteady? No i oczywiście o reggae? Gdyby nie Jamajka i spaleni karaibskim słońcem jamajscy muzycy nikt by o tych stylach nie usłyszał.

Muzyczne aspiracje naszego bohatera rosły z biegiem czasu. W wieku czternastu lat rzucił szkołę żeby niemal bez reszty poświecić się muzyce. Co ciekawe, w tym czasie podjął romantyczną pracę spawacza w miejscowym warsztacie. Wraz z kolegą z dzieciństwa, Nevillem Livingstonem, zwanym Bunny Wailer, i zaangażowaniem, którego zabrałko podczas dni spędzonych w szkole, rozpoczą edukację muzyczną pod opieką Joe Higgsa, znanego w Trenchtown wokalisty, który wspierał uzdolnioną młodzież tej zapomnianej przez wszystkich dzielnicy. Nauka nie poszła w las. W 1962 roku Bob Marley zadebiutował jako wokalista singlem „Judge Not”. Kolejne nagrania, „Terror” i „One Cup of Coffee”, pomimo tego, że nie wywróciły sceny muzycznej do góry nogami, podbudowały wiarę we własne siły świeżo upieczonego gwiazdora.

Kolejnym krokiem ku sławie było stworzenie w 1963 roku, wraz z Bunnym i innymi kolegami z muzycznego podwórka Kingston, zespołu, który po lekkich perturbacjach przyjął nazwę The Wailers. Pod okiem znanego producenta, Clementa „Sir Coxsone” Dodda, nagrali swój pierwszy singiel „Simmer Down”. Choć trudno w to uwierzyć, nagranie okazało się niekwestionowanym hitem początku 1964 roku, okupując pierwsze miejsce jamajskiej listy przebojów przez bite dwa miesiące!

Jak widać, tryby machiny showbiznesu zaczynały się kręcić, a Bob stawał się osobą coraz bardziej rozpoznawaną. Jeśli interesuje Was dalszy ciąg tej historii, bądzcie czujni, gdyż już niedługo ukaże się jej kolejna część.