zdjecie-nagrobek-tengeru„Polskie Sieroty z Tengeru” to tytuł książki, którą kilka dni temu zakupiłam w jednej z warszawskich księgarni. W Tengeru, niewielkiej miejscowości nieopodal Aruszy, w czasie II wojny światowej znajdował się w obóz polskich wychodźców.

Temat ten już poruszałam, ale warto poświęcić nieco więcej uwagi temu jak wyglądało życie obozowe dzieci, które po trudach życia w Związku Radzieckiego i długiej, męczącej drogi trafiły do Tengeru – „do Raju” w środku Afryki.

Każde dziecko chodziło do szkoły, w której panowała surowa dyscyplina. Liczne wycieczki do Wodospadów Wiktorii, na strusią farmę czy do parków narodowych były uzupełniającymi środkami dydaktycznymi. Ważną rolę odgrywało także harcerstwo. Po szkole dzieci chodziły nad jezioro Duluti, znajdujące się nieopodal obozu, a w weekend uczestniczyły w pokazach filmowych. Chłopcy grali w piłkę nożną, siatkówkę, koszykówkę, a także w kapsle. Na terenie obozu dzieci miały też do dyspozycji dwie sale zabaw, w których znajdowały się pianino, stół pingpongowy, gramofon z  zapasem płyt, komplety szachów i warcabów oraz biblioteczka.

Pomiędzy dziećmi zamieszkującymi obóz wytworzyła się szczególna więź, „nowe plemię” oparte na zasadach braterstwa, przyjaźni i bezinteresownej pomocy. Niewielu pamięta nazwiska nauczycieli, ale pomimo upływu lat i często dzielących je setek lub tysięcy kilometrów nadal spotykają się ze swoimi przyjaciółmi z obozu, z lat dzieciństwa spędzonych w Raju, w Tengeru.