Kiedyś, w latach osiemdziesiątych odwiedził naszą rodzinę Niemiec z ówczesnego RFN. Zaprzyjaźniony korespondencyjnie podczas stanu wojennego, emerytowany nauczyciel szkoły rolniczej. Bardzo chciał obejrzeć polską wieś. Kiedy pojechaliśmy z nim w Góry Świętokrzyskie był zachwycony. A oto jego komentarz „Polska, to mój romantyczny sen sprzed 30 lat”
Tyle tytułem przydługiego wstępu. Ale te słowa przypominają mi się zawsze, kiedy przekraczam węgierską granicę. Te 30 lat nie można rozumieć jako opóźnienie czy zacofanie – na Węgrzech, pomijając skomercjalizowany do granic możliwości, żyjący rytmem wielkiego, europejskiego miasta Budapeszt panuje autentyczny klimat sprzed lat. Jeśli ktoś preferuje turystykę typu 5* i all inclusive na Kanarach może poczuć się rozczarowany, ale jeśli ktoś lubi niepodrabianą atmosferę, chce poznać Madziarów i jest miłośnikiem wina to nawet przedłużony weekend – 3-4 dni na Węgrzech pozwoli znakomicie wypocząć.
Na Węgry jeździmy co najmniej raz do roku – zwiedzaliśmy miejsca bardzo popularne i zupełnie zapomniane. Kluczem tych pasjonujących wypraw jest wino i ludzie, którzy je tworzą. Na Węgry najlepiej pojechać samochodem. Nocleg można znaleźć bez trudu na miejscu szukając napisów „Zimmer Frei” lub „Panzio”. W uczęszczanych przez turystów miejscach, np. w Egerze lepiej dokonać rezerwacji wcześniej. Tu poleciłbym serwis www.cometuhungary.com z wersją angielską i co ważne z rezerwacjami bez żadnych zaliczek. W mniejszych miejscowościach można mieć problemy językowe – angielski praktycznie „nie działa”, można próbować niemieckiego, ze starszym pokoleniem rosyjskiego ale koniecznie zaznaczając, że jesteśmy Polakami – Lengyel (wymowa „lendziel”). Wszak Polak, Węgier, dwa bratanki, i do szabli, i do szklanki ( Lengyel, magyar – két jó barát, együtt harcol, s issza borát). Węgrzy zdają sobie doskonale sprawę, że trudno wymagać od cudzoziemca znajomości węgierskiego, może dlatego są wyjątkowo komunikatywni. W zasadzie nigdy nie zdarzyło mi się, żeby Madziar odmówił pomocy. Byliśmy pilotowani samochodem przez Węgrów, pomagali znaleźć noclegi, polecali małe, rodzinne winnice.
W kolejnym „odcinku” opiszę nasze spotkania z winiarzami z Egeru.