Weekendowe podróże pociągiem do Wrocławia skłoniły mnie do wspomnień, a kilka przygód latając to tu to tam już miałam…

 

Po pierwsze: overbooking

Ta historia z Tanzanią ma niewiele wspólnego, ale wydarzyła się zaledwie dwa tygodnie temu i zdarzyć się może podczas podróży lotniczych każdemu, a im dalej tym zawierany „deal” może wydać się bardziej kuszący. Overbooking to sytuacja gdy linia lotnicza sprzedaje więcej biletów na dany lot niż jest miejsc w samolocie. Wówczas pasażerowie, którzy już się w nim nie mieszczą dostają propozycję od linii lotniczych: okrągłą sumę (250, 400 lub 600 euro – w zależności od tego jak daleko jest miejsce naszej destynacji) i  propozycję alternatywnego połączenia lub powrotu następnego dnia tym samym połączeniem (z nocą w hotelu na koszt linii lotniczych). Nam zaproponowano obowiązkowe 250 euro (linie lotnicze są zobligowane przepisami prawa do zapłacenia pasażerom rekompensaty) i lot do Warszawy przez Dusseldorf. Przystaliśmy na tę propozycję… ale niestety przez opóźnienie pierwszego samolotu, spóźniliśmy się na drugi, więc w końcu wracaliśmy z czeskiej Pragi, przez Dusseldorf i Dortmund, samolotem i pociągiem a nasza podróż wydłużyła się o bagatela 15h (zdążyliśmy pokłócić się z kilkoma osobami na lotnisku – głównie z przedstawicielami linii lotniczych, którzy uznali że nasze spóźnienie się na drugi samolot wyniknęło z winy: LOTNISKA, i zwiedzić dworce kolejowe w Dusseldorfie i Dortmundzie).

 

Po drugie: zgubiony bagaż

Już kilka razy zdarzyło mi się nie odnaleźć swojego bagażu na lotnisku docelowym… Przyczyny były różne. Po raz pierwszy zdarzyło się to gdy wracając z jednego z krajów Afryki, podczas check-in’u okazało się, że nie ma mnie w systemie i mój bagaż dostał  pomarańczową karteczkę „stand-by” i pomimo tego, iż odnaleziono mnie w systemie, mój bagaż pozostał, z ową piękną karteczką na lotnisku. Zainteresowano się nim dopiero, gdy będąc już w Warszawie zgłosiłam jego zaginięcie. Samoloty z krajów Afryki nie latają co dziennie, dostałam go dopiero kilka dni później.

Innym razem wracałam przed świętami Bożego Narodzenia z Dar es Salaam do Warszawy z przesiadką w Zurychu. Jak dobrze wszystkim wiadomo loty międzykontynentalne obsługują duże samoloty zaś, między miastami Europy latają znacznie mniejsze maszyny. Przed świętami, ludzie wracają do domów z różnych zakątków świata (Nowy Jork, Montreal, Sydney no i Dar es Salaam oczywiście), z większą niż zazwyczaj ilością bagażu… No i niestety bagaże kilkorga pasażerów (w tym i mój ukochany plecaczek) nie zmieściły się w Zurychu do mniejszego samolotu. Miłe było to, że obsługa lotniska poinformowała nas o tym już w Zurychu, dzięki czemu oszczędziliśmy czasu na szukanie bagaży w Warszawie. 

Trzecia sytuacja, która się wydarzyła była do uniknięcia. Moja mama leciała mnie odwiedzić w Tanzanii, z przesiadką w Brukseli. Niestety pierwszy samolot opóźnił się… i o ile ona sama zdążyła przesiąść się o tyle obsługa lotniska nie zdążyła przełożyć wszystkich bagaży (i tu sugestia by jednak wybierać połączenia, gdzie czas oczekiwania na drugi lot wynosi min.  godzinę). Sytuacja była o tyle skomplikowana, że w rezultacie moja mama przez kilka dni nie miała swoich rzeczy, a był to listopad i różnica temperatur wynosiła 30 stopni i że już następnego dnia po jej przylocie musiałyśmy wrócić z Nairobi do Aruszy (więc z Kenii do Tanzanii). Udało się jednak, dzięki pomocy kilku osób, bez problemów i nawet za darmo J, przewieźć walizkę z jednego kraju do drugiego i nawet przedstawiciele linii lotniczych dzwonili kilkukrotnie „w trosce o klienta i jego mienie”.

 

Latać samolotem nadal lubię i chyba nawet bardziej niż poprzednio. Jazda pociągiem też należy do moich ulubionych zajęć, choć wolę by była to moja decyzja nie wynikająca z faktu, iż uciekł mi samolot i: linie lotnicze umywają ręce, inne połączenia lotnicze są mega drogie, na lotnisku w Warszawie trwa w sobotę remont, a ja chcę jak najszybciej dostać się do Warszawy. No ale przygody urozmaicają życie!

Korzystając z okazji pozdrawiam moich współtowarzyszy podróży (z Pragi przez Dusseldorf i Dortmund do Warszawy), bo jak mieć przygody to w doborowym towarzystwie J.