zdjecie-nagobrek-cmentarz-w-Tengeru1 listopada w Tengeru, w niewielkiej miejscowości w północnej Tanzanii, co roku z okazji dnia zmarłych odprawiana jest polska msza. Celebrują ją misjonarze: franciszkanie, werbiści, księża diecezjalni. Zjeżdżają się na nią Polacy zamieszkujący Aruszę, Moshi, i inne okoliczne miejscowości, niektórzy pokonują większe odległości przybywając z Dar es Salaam czy z Nairobi, a nawet z innych krajów (Polska, Francja, Kanada, itd.).

 

Tengeru położone jest u stóp góry Meru na wysokości ponad 2000 metrów nad poziomem morza. Polski cmentarz znajduje się na terenie Instytutu Hodowli Bydła (Livestock Training Institute Tengeru), na którego terenie w latach 1942-1952 funkcjonował obóz przejściowy dla polskich wychodźców ze Związku Radzieckiego.

 

Z Moshi do Tengeru jedzie się nieco ponad godzinę (w zależności od umiejętności kierowcy i liczby pasażerów w autobusie). Po dojechaniu do miejscowości należy przechodząc obok jednego z największych bazarów Afryki Wschodniej dojść do bram Instytutu. Następnie zapytać jednego ze studentów bądź też wypatrywać drogowskazów, biało-czerwonych tablic, które nadają swojskości temu miejscu i wskazują drogę na cmentarz.

 

Na kilka dni przed mszą franciszkanie przygotowują miejsce, sprzątają wokół nagrobków (głównie gałęzie drzew i spadłe liście). Pomagają również przyjechać do Tengeru starszym ludziom (Polakom) mieszkającym w okolicy. Troszczą się o Pana Edwarda, ostatniego zamieszkującego w Aruszy „obozowicza”, który w zamian za pomoc obdarowuje duchownych produkowanymi przez siebie kiełbasami i żółtymi serami. Pan Edward jest niezwykle ciekawą postacią. Po mszy, podczas rozmowy udało nam się do niego „wprosić”, obiecując szarlotkę (w wydaniu bananowym) oraz inne zafrykanizowane polskie specjały (np. placki ziemniaczane z dodatkiem zanzibarskich przypraw – pycha!). Msza była również okazją do poznania wszystkich misjonarzy pracujących w okolicy. Naszym ulubieńcem został ksiądz Marek, mieszkający w wiosce masajskiej oddalonej o 150km od Aruszy, do którego także za kilka tygodni udaliśmy się z wizytą.

 

Ale to co na tym cmentarzu jest najbardziej niewiarygodne, nietypowe… a zarazem takie nasze i swojskie to te symbole polskości (orzełki, polskie flagi, herby miast: Warszawy, Gdańska, Poznania, Krakowa, Wrocławia, polskie napisy) i las… prawdziwy las (nie jakaś tam tanzańska, a właściwie masajska sawanna), które sprawiają że w sercu Afryki Wschodniej, choć przez chwilę, przez parę godzin… „afrykańska ziemia, Polską nam była”.