zdjecie-MursiMursi są znani na całym świecie ponieważ dziewczęta w okresie dojrzewania (9-11 lat) przechodząc inicjację mają przekuwaną dolną wargę, w którą wkładany jest krążek o średnicy kilku centymetrów. Turyści z całego świata (choć tak naprawdę to głównie z Europy) przyjeżdżają do doliny Omo, do wiosek Mursich by zrobić zdjęcia „okaleczonym” kobietom, nieucywilizowanym „dzikim”, którzy w związku z postępującymi procesami globalizacji i modernizacji za kilkanaście lat porzucą te haniebne praktyki.

 

Wioski Mursich rozrzucone są w Parku Narodowym Mago, w odległości kilkudziesięciu kilometrów od większych miejscowości. Wjazd na teren jest możliwy jedynie po uiszczeniu stosownej opłaty pobieranej przez uzbrojonych w kałasznikowy strażników. Jeden z nich zazwyczaj towarzyszy grupie podczas trwania całej wizyty.

 

Przez nieco ponad godzinę naszej bytności w wiosce Mursich byłam biernym obserwatorem tego wydarzenia. Tak naprawdę widok był żenujący… Biali ludzie biegający dookoła i robiący zdjęcia „dzikim”. Fotosafari, podczas którego zamiast zwierząt fotografuje się ludzi. Dla większości turystów liczą się tyko dobre zdjęcia… a dla Mursich ? Trudno powiedzieć. Mursi bywają agresywni, napastliwi, nie do końca są świadomi tego kim jest turysta i jakie korzyści dla nich mogą wiązać się z faktem jego obecności w ich wiosce. Daleko im do merkantylnego podejścia Dogonów (Mali) i Masajów (Tanzania). Ich „inność” i „dzikość” została sprzedana, zanim Mursi poznali zasady funkcjonowania rynku, nauczyli się czym jest popyt i podaż i jak naciągnąć naiwnego turystę.

 

Większość turystów opuszczając wioskę jest zadowolonych. Udało im się zrobić upragnione zdęcia okaleczonych kobiet… Niektórych (choć nadal nielicznych) te kilkadziesiąt minut skłania do refleksji. Jednych bo zostali podrapani przez agresywnie nastawione kobiety, innych bo ich oczekiwania nie zostały zaspokojone, ale zdarzają się i tacy, dla których fotosafari wśród ludzi uwłacza godności zarówno tych którym zdjęcia się robi jak i tym, którzy je robią. W rozmowie z lokalnym przewodnikiem pytam go: czy nie uważa tej sytuacji za żenującą… Odpowiada, że  tak, ale dodaje iż nie da się z tym nic zrobić. Czy na pewno – pytam, na co on uśmiecha się i cicho dodaje, że dzięki naszej rozmowie już coś się zmieniło.