Dzisiejsza wiadomość paradoksalnie nie będzie na czasie, lecz jest jak najbardziej na miejscu w każdym innym okresie roku. Idzie o głośność w kolorowym Buenos…

Podejrzewam, że gdy kogokolwiek z Szanownych Czytelników zapytam, jak wyobraża sobie ostatni dzień roku w stolicy Argentyny, najprawdopodobniej usłyszę, że oczyma wyobraźni widzi roztańczone w rytm tango pary w dzielnicy La Boca. Petardy i wielkie sceny rozstawione pod Casa Rosada w centrum miasta. Huczne parady wzdłuż najszerszej ulicy świata Avenida 9 de Julio. I tak dalej, i tak dalej… A tu zdziwko. 😉

Tak się bowiem składa, że stolica Argentyny to w noc sylwestrową jedno z najcichszych miejsc kontynentu. Większość portenos spędza bowiem ten czas… przy stole. Chyba nie muszę dodawać, że bardzo suto zastawionym. Czas pożegnania starego roku to dla Argentyńczyków okazja do zadumy i refleksji nad przemijalnością. A tę najserdeczniej przeżywać w gronie najbliższych. Dlatego w tym czasie rodziny zbierają się, jedzą, rozmawiają i puszczają w niebo charakterystyczne lampiony, mające symbolizować pożegnanie ze starym rokiem. Żadnych huków, wielkich petard, głośnej muzyki. Sylwestrowy wieczór to wyjątkowo cichy czas w Buenos.

I jak tu podawać najnowsze wyniki badań, do których doszli naukowcy Światowej Organizacji Zdrowia, według których Buenos Aires jest najgłośniejszym miastem Ameryki Łacińskiej? Stolica Argentyny to czwarta z najgłośniejszych aglomeracji świata.
Pozostałe najgłośniejsze miasta globu to: Nowy Jork, Tokio i Nagasaki.

Według badaczy, pomimo coraz bardziej rygorystycznych przepisów mających na celu walkę z zanieczyszczeniem i hałasem, sytuacja w Buenos Aires nie uległa poprawie.
Istnieje kilka powodów, przez które w mieście jest tak głośno. Po pierwsze: liczba mieszkańców. Blisko jedna trzecia z 40 mln mieszkańców Argentyny mieszka w samym Buenos Aires lub w jego pobliżu. Dodatkowo większość mieszkańców Buenos żyje w wysokich blokach zbudowanych przy długich, prostych ulicach. Fakt ten sprzyja roznoszeniu się dźwięków. Po drugie: ruch na ulicach. Na ulicach i tak już zatłoczonego miasta jest coraz więcej samochodów i coraz więcej placów budowy. I te wszędobylskie klaksony… 😉 Po trzecie: klimat. W Buenos Aires często jest na tyle gorąco i parno, że mieszkańcy są zmuszeni otwierać na oścież okna (a muzyka z okien daje czadu ;)), tudzież włączać klimatyzację.

Pomiary przeprowadzone w Buenos Aires zazwyczaj przekraczały 70, a nawet 80 decybeli. Nadmieńmy tylko, że wyznaczniki WHO mówią o 55 decybelach jako bezpiecznej granicy na dla ludzkiego ucha.