Cel jest prosty: przez prawie miesiąc przetestujemy stoki ośmiu obszarów narciarskich począwszy od Vorarlbergu po Tyrol, Kraj Salzburski i Górną Austrię.
Sprawdzać będziemy głównie możliwości jazdy poza wytyczonymi trasami. Nie bez powodu gwiazdą naszej wyprawy jest Andrzej „Osuch” Osuchowski, jeden z najlepszych i najbardziej obiecujących (rocznik: grudzień 1987!) polskich freeriderów. Niegdyś jeździł „na tyczkach” jako zawodnik AZS i SNPTT Zakopane. Ale teraz mówi: „Prawdziwa zabawa to freeride – wyjeżdżasz na górę, potem trzeba trochę podreptać na szczyt, gdzie masz prawdziwe, nie skasowane przez ratraki śniegi; wybierasz optymalną trasę i… w dół”. Przez kilka lat był członkiem Blizzard Freeride Team Polska, teraz jest w zespole Dynastar/Rossignol. Brał też udział w kilku znanych we freeride’owej branży produkcjach filmowych: „24/7” i „The White House” Łukasza Garbryelskiego oraz „Majesty Freeride Pro Tour”. Jest również zawodowym testerem sprzętu narciarskiego związanej z legendarnym zjazdowcem Franzem Klammerem grupy Trend Ride (ale także marki… Unimil). „Osuch” to zresztą sportowiec wszechstronny, bo w lecie uprawia wind- i kitesurfing, a w kolarstwie górskim dorobił się I-szej klasy sportowej.
Będziemy więc mogli podpatrywać – dzięki doświadczonej w kręceniu ujęć sportowych ekipie filmowej – jego popisy. I przy okazji uczyć się różnych sztuczek technicznych, pozwalających płynnie sunąć w puchu (bo skakanie ze skał chyba trzeba sobie jednak odpuścić).
Na dodatek gospodarze każdej ze stacji obiecują przydzielić nam doświadczonych miejscowych przewodników, którzy pokażą najciekawsze i najpiękniejsze miejsca w okolicy.
W ten sposób zwiedzimy topowe Lech/Zürs i St. Anton oraz Montafon w Vorarlbergu, Sölden – oraz „diament Alp”, czyli Ober- i Hochgurgl, piękne nieznane w Polsce, bo nienastawione dotąd na gości z Europy Środkowej – w tyrolskiej dolnie Ötztal, stacje doliny Stubai, rodzinną, ale też mającą wielkie możliwości freeride’owe (i zasłużoną dla idei integracji europejskiej) dolinę Alpbachtal, równie wszechstronny narciarsko region Pillerseetal, a w końcu kolejne wielkie „puchowe” raje, czyli okolice Obertauern i Dachstein West.
Naturalnie w każdej z odwiedzanych stacji będziemy jeździć także po trasach – wszak to również narciarstwo.
Sprawdzimy również jakość hoteli, apartamentów i górskich schronisk. Spróbujemy lokalnej kuchni (postaramy się zdobyć przepisy na najciekawsze potrawy) i napitków. Mamy zamiar potaplać się w różnych termalnych źródłach i wygrzać w saunach i innych urządzeniach tzw. wellness. Chcemy doświadczyć też rozrywek pozanarciarskich. I nie chodzi tylko o bary i tańce apres ski (choć namawia nas do tego głównie Sölden), ale również o wędrówki na rakietach śnieżnych, snowkiting i saneczkarstwo nocne.
I wreszcie: obiecujemy uczyć się gór od najlepszych ekspertów. Będziemy pytać przewodników i ratowników o zasady w miarę bezpiecznej jazdy poza trasami, Spróbujemy dowiedzieć się, jak rozpoznawać teren zagrożony lawinami, jak zachować się, kiedy, nie daj Boże, lawina zacznie na nas schodzić i jak ratować jej ofiary. A tzw. snowmakerów – jak przygotowywać trasy.
Zagadniemy o dobry sprzęt do jazdy w puchu – od nart począwszy po łopaty, pips-y, plecaki z ABS itd.
PS. Kiedy wczoraj wieczorem kawalkadą naszych Mazd przejeżdżaliśmy przez Innsbruck mijaliśmy grupy kibiców wracających spod miejscowej skoczni w radości po zwycięstwie swojego ulubieńca Thomasa Morgensterna. Ale my też mogliśmy być dumni z podium dla Adama Małysza. A potem, na autostradzie do Bludenz, gdzie w hotelu Val Blu mamy bazę pierwszego etapu wyprawy, minął nas z zawrotną prędkością charakterystyczny sportowy Lamborghini Murcielago z… olbrzymim czarnym boxem na narty na dachu. Zgodnie z przypuszczeniami „Osucha” okazało się, że należał do Jona Ollsona, gwiazdy narciarstwa freestyle’owego i wielkiego miłośnika szybkich samochodów.
*************************************************************************************************************************
Dopisek:
Chłopcy zwrócili uwagę, że Jon Ollson nie jechał Lamborgini (choć też ma ten model), ale swoim najnowszym nabytkiem, czyli Nissanem GT-R. Poza tym wszystko się zgadza (bo auto też czarne i też box na dachu).

Autor: Krzysztof Burnetko