Tegoroczna edycja Rajdu Dakar – odbywającego się od trzech lat w Argentynie i Chile – cieszyła się niezwykle małym zainteresowaniem pośród kibiców. Na odcinkach nie pojawiało się wielu fanów ścigania. Latynoskie gazety nie poświęcały wydarzeniu zbyt wiele miejsca. A jeśli już, to praktycznie nigdy na pierwszych stronach. Krótkie wzmianki o kolejnych odcinkach pojawiały się raczej jako kolejne z wydarzeń sportowych. Rzecz jasna, za piłką nożną i polo. W Argentynie sporty samochodowe nie mają najmniejszych szans w zestawieniu z obiema wspomnianymi konkurencjami. Kierowcy ciężarówek ścigający się pośród pustynnych pejzażów, motocykliści walczący z wietrznymi zawieruchami – dla Latynosa to nic ciekawego. I – tutaj nie mogę się wprost powstrzymać, muszę to dodać od siebie – trudno się im dziwić… 😉

O ile pierwsza edycja rajdu spotkała się jeszcze z zainteresowaniem południowoamerykańskiej widowni, o tyle, gdy opadły emocje i fascynacja (dość typowa dla Latynosów) związana z ekscytacja czymś nowym, co przyszło z daleka, popularność wyścigu drastycznie zmalała. Z każdym rokiem cieszył się jednak coraz mniejszą widownią.
„Gdy przy trasie, czy na mecie nie ma kibiców, to psuje całe wrażenie. Emocje są znacznie mniejsze. Staramy się, by każda edycja była inna – powiedział dyrektor imprezy Etienne Lavigne.

Ja się mogę jeszcze uśmiechnąć pod nosem, ciesząc się, że nie jestem jedynym, którego nie podniecają wyścigi na pięknych i dziewiczych obszarach wschodniej Argentyny i zachodniego Chile, które to tereny postrzegałbym raczej jako ciekawe tereny wycieczkowej eksploracji. Bynajmniej nie samochodowej rywalizacji. Jednak zupełnie nie do śmiechu jest samym organizatorom rajdu. Małe zainteresowanie ze strony kibiców (a co za tym idzie i sponsorów) skłoniło ich do szukania innych tras wyścigu. I uwaga, uwaga! Bardzo prawdopodobne jest, że kolejne edycja 2012 będzie miała miejsce już zupełnie gdzie indziej. Rajd Dakar (ta niezmieniona wciąż nazwa mnie powala, przyznacie sami…) miałby zostać przeniesiony do… Brazylii, Paragwaju i Peru. No, tak. Tam go jeszcze Latynosi nie mieli. Czy jednak przeniesienie wyścigu właśnie tam przysporzy mu popularności. Przyznam szczerze, że bardzo w to powątpiewam. Ale być może się mylę. Decyzja o ostatecznym losie kolejnej edycji rajdu ma zapaść w marcu.

A jak w dopiero co zakończonej edycji poszło naszym? Zupełnie nieźle. Jadący BMW Krzysztof Hołowczyc był piąty w kategorii kierowców samochodów. W rywalizacji prowadzących quady trzeci był Łukasz Łaskawiec. Na metę w Buenos Aires najszybciej dotarli Katarczyk Nasser al-Attiyah (kierowca) hiszpański motocyklista Marc Coma.

Źródło zdjęcia: materiały promocyjne Rajdu Dakar