Powodzi w Ameryce Południowej ciąg dalszy. Brazylia żyje historią 42-letni Marcelo Fonseca, którego porwała lawina błotna. Pogrzebanego żywcem w błocie mężczyznę usłyszeli ratownicy odkopujący ciała innych ofiar. Mało który z nich spodziewał się, że pod gruzami i błotem znajdą kogokolwiek żywego. Fonseca przebywał pod ziemią 16 godzin. Teraz przebywa w szpitalu.

Brazylia wciąż zmaga się z ulewnymi deszczami i powstałymi co i rusz lawinami błotnymi. Tymczasem do listy południowoamerykańskich państw, w których wodny kataklizm zaczyna siać swoje śmiertelne żniwo, od niedawna dołączyło Peru. Z powodu niszczycielskiej powodzi w niektórych częściach kraju setki osób straciły dach nad głową. Regiony wokół najpiękniejszego miasta Peru, Arequipy, pokryły się w metrowymi warstwami luźnego błota lub zostały zalane przez wodę. Jak donoszą peruwiańskie media, niektóre rodziny straciły dobytek całego życia. W szkołach stworzono tymczasowe schroniska dla poszkodowanych.

Dotychczasowa lista ofiar powodzi w Peru powiększyła się do 20 ofiar śmiertelnych i blisko 38 tysięcy poszkodowanych, z których znakomita większość straciła dach nad głową. To dane Krajowego Instytutu Obrony Cywilnej Peru.

Arequipa znana jest z tego, że gro znajdujących się tutaj budynków zbudowana jest z
białego tufu wulkanicznego – z oddalonego kilka kilometrów od miasta Misti. Mieszkańcy obawiają się, że wlewające się do miasta błotne lawiny i brudna woda nieodwołalnie zmienią przepięknie kojarzące się Stare Miasto Arequipy z białego miasteczka w brunatne. W tej chwili nikt jednak nie myśli o zabytkach. Ważniejsze jest przetrwanie tego kataklizmu. Obok Arequipy najbardziej poszkodowane są regiony byłej stolicy Imperium Inków, Cuzco. Coraz więcej turystów odwołuje swoje zaplanowane wizyty w największym zabytku Paru, inkaskiej twierdzy Machu Picchu. Przez położoną u podnóża osady miejscowość Aguas Calientes przepływa bardzo bystry potok. Z każdą ulewą zwiększa się zagrożenie wystąpienia wód z brzegów. W bankomatach zaczyna brakować pieniędzy. Na sklepowych półkach produktów. A w tych, w których coś zostało, ceny windowane są coraz wyżej. W większości hosteli nie ma prądu. Groźnie wygląda także sytuacja w położonym nad Jeziorem Titicaca, Puno.