Zaczął się. Przez niektórych długo wyczekiwany. Od środy. Czas wyciszenia, refleksji, wsłuchania się we własne ja. Chwila na zwolnienie. Na duchową ascezę. Mamy Wielki Post. Dziś jednak jeszcze kilka słów o tym, co miało miejsce tuż przed Środą Popielcową. We wtorek były tzw. ostatki – hucznie obchodzone karnawałowe szaleństwo. W tym miejscu warto nadmienić, że w Ameryce Południowej okres karnawału trwa nieco dłużej niż u nas. Latynosi, a i owszem, obchodzą początek Wielkiego Postu, lecz… nie przeszkadza im to w świętowaniu jeszcze do następnej niedzieli. Ot, taka czasowa zakładka. A już w sytuacji, kiedy przywracane jest nieco zapomniane święto, to już w ogóle…

Od ubiegłej soboty 5 marca 2011 r. Argentyńczycy znów mogą cieszyć się swym tradycyjnym, czterodniowym karnawałem, którego przed 35 laty zakazała „ze względów bezpieczeństwa” dyktatura wojskowa (panująca w kraju w latach 1976-1983).Ulicami stolicy, Buenos Aires, i ponad 60 innych miast ruszyły w ten weekend bajecznie kolorowe grupy taneczne zwane tu „murgas”. Reprezentują poszczególne dzielnice. W kierunku miejscowości turystycznych pomknęły nieprzerwane kolumny samochodów. Rzecz jasna, jeśli ktoś uważał, że dotychczas Argentyńczycy nie obchodzili końca karnawału, będzie w wielkim błędzie. Decyzja junty wojskowej miała raczej charakter czysto teoretyczny i prawny. Ale, bądź co bądź, była. W tym roku Latynosi mieli okazję bawić się już zupełnie „legalnie”. W oficjalnych przewodnikach znów można pisać o najsłynniejszym karnawale w kraju (dotychczas nie było o tym za wiele) – zabawie w Gualeguaychu.

Szacuje się, że specjalnie na ten weekend do Argentyny przyjechało ok. 200 tys. turystów. Większość kierowała się do wspomnianego Gualeguaychu, miejscowości oddalonej od Buenos Aires o 270 km na północ. To tam zjeżdżały grupy „murgas” z całego kraju. Szkoły samby. Spragnieniu tańca turyści. Sami mieszkańcy Gualeguaychu są zdania, że ichniejszy karnawał jest tuż za słynnym brazylijskim karnawałem w Rio. A w przyszłości będzie jeszcze lepszy. Warto przybyć, by się o tym naocznie przekonać. Z pewnością posiada bardziej naturalny charakter od tego z Rio, mniej skropiony komercją. Urządzany bardziej z myślą o rodzimych Argentyńczykach. Nie nastawiony tak mocno na kupczenie na przybywających z tej okazji do kraju turystach.

Taneczny karnawał wrócił do łask na mocy decyzji prezydent Cristiny Fernandez de Kirchner, która w listopadzie ubiegłego roku podpisała stosowny dokument. Warto przypomnieć, że likwidacja karnawału w Gualeguaychu była jedną z pierwszych decyzji wojskowej junty tuż po przejęciu przez nią władzy w państwie. Wojskowi uznawali tańce i karnawałowe szaleństwo na północy kraju jako przykrywkę dla „działalności wywrotowej”.

Pod względem wizualnym karnawał w Gualeguaychu przypomina bardzo ten z Rio de Janeiro. Tutaj także jest specjalna platforma, na której prezentują się kolejne szkoły tańca. Odpowiednik sambodromu nazywany jest tutaj corsodromo i jest nieco wyższy od brazylijskiej wersji. Wstęp na obchody jest dziesięciokrotnie tańszy od tego w Rio. Dziewczęta w piórach, oszałamiające platformy i kostiumy, chwytliwa muzyka.