Podróżników z całego świata przyciąga do Indii pragnienie zobaczenia tego wspaniałego kraju, słynącego z bogactwa kolorów, smaków i zapachów, po którymś niegdyś podróżowali Marco Polo czy Vasco da Gama. Przygotowujemy się do podróży, czytamy przewodniki, by jak najwięcej dowiedzieć się o subkontynencie, nie zdajemy sobie jednak do końca sprawy z tego, jak bardzo nasza kultura, przyzwyczajenia i mentalność różnią się od indyjskiej.

Pierwszy szok następuje już po wyjściu z samolotu, gdy wita nas gorąca fala wilgotnego powietrza o specyficznym słodkawo-korzennym zapachu, a chwilę później zostajemy otoczeni przez chmarę taksówkarzy, tragarzy i hotelowych naganiaczy. Wszyscy przekrzykują się nawzajem, namawiają na swoje usługi, często łapiąc za ubranie, by w ten sposób przyciągnąć naszą uwagę. Najlepiej szybko zapytać o cenę, po czym dać swoją, dużo niższą, co skutkuje natychmiastowym rozrzedzeniem się tłumu. Po długich pertraktacjach dogadujemy się co do ceny transportu i szczęśliwi wsiadamy do lokalnej taksówki czy rikszy, absolutnie nie podejrzewając tego, co nas za chwilę czeka.

Otóż poruszanie się po indyjskich drogach stanowi niemałą przygodę, wyzwalającą z nas całkiem spore ilości adrenaliny, zwłaszcza podczas pierwszej przejażdżki! Na tutejszych szosach jeździ wszystko co ma koła – od drobnych ryksiarzy i rowerzystów po masywne, rozklekotujące się autobusy i ciężarówki! Można dodać, że większość pojazdów ma po kilkadziesiąt lat, drogi niezliczoną ilość dziur, a o zasadach ruchu drogowego nikt tu chyba nigdy nie słyszał. Wydawać by się mogło, że za chwilę dojdzie do nieuchronnego wypadku, ale (ku naszemu zdumieniu i nieopisanej radości) tak się nie dzieje. Okazuje się, że w tym całym chaosie, kierowcy mają swoją własną „hierarchię”, polegająca na tym, że im większy wehikuł, tym więcej może, mniejsze zaś pokornie ustępują drogi szybszym i potężniejszym. Charakterystyczny dla indyjskiego ruchu drogowego jest również klakson – wszyscy kierowcy, bez żadnego wyjątku, niemiłosiernie trąbią, zaznaczając w ten sposób swoją obecność na jezdni. U nas zdarza się to raczej rzadko – w wyjątkowych i zazwyczaj uzasadnionych sytuacjach, tu to najnormalniejsza rzecz na świecie, inaczej się przecież nie da jechać. 🙂

Kolejną szokującą nas rzeczą jest wszechobecny tłum. Wprawdzie wiemy, że Indie to drugi na świecie kraj pod względem liczby ludności, jednak dociera to do nas dopiero wtedy, gdy doświadczamy tego na własnej skórze. Najczęściej pierwszym zetknięciem z indyjską społecznością jest wyżej wymienione lotnisko bądź dworzec, na którym prawie zawsze można zobaczyć dziesiątki hindusów tłoczących się przy kasach biletowych. I tu dostrzegamy kolejną różnicę – przepychanie się jeden przez drugiego, co u nas uznawane jest za kompletny brak kultury, tutaj jest czymś całkowicie naturalnym i aby kupić bilet również należy się pchać. Inaczej skończymy stojąc w tym samym miejscu po kilku godzinach toczenia się, pocenia i innych konsekwencji. Podsumowując – podróżując po Indiach możemy być pewni, że nigdy nie będziemy czuli się samotnie. 🙂