Aby właściwie poznać Indie i dobrze się w nich czuć, należy zacząć od zrozumienia mentalności jego mieszkańców, znacznie różniącej się od naszej. Indyjskie społeczeństwo cechuje duża zażyłość i bliskość. Coś takiego jak prywatność czy przestrzeń osobista to dla większości z nich zupełna abstrakcja.

Hindusów cechuje olbrzymia ciekawość świata, a zwłaszcza jego cudzoziemskich mieszkańców. Mimo że subkontynent odwiedzany jest corocznie przez miliony turystów z całego świata, widok „białasa” jest dla nich ciągle wielką atrakcją. Zachowaniem nader częstym i zupełnie normalnym jest np. zatrzymanie się i bezpardonowe przyglądanie się napotkanemu turyście, który z trudem potrafi ukryć swe skrępowanie i zażenowanie.  Wystarczy jednak uśmiechnąć się i skinąć głową, a na twarzy obserwatora pojawia się szeroki uśmiech, po którym najczęściej dochodzi do krótszej bądź dłuższej wymiany zdań. I tu pojawia się kolejna kwestia – zadawanie wysoce nietaktownych, w odczuciu Europejczyków, pytań o religię, wiek, wysokość zarobków, stan cywilny, ilość dzieci albo powód ich braku. Tutaj jest to zupełnie normalne i wynika jedynie ze wspomnianej ciekawości świata, nie należy się więc oburzać ani obrażać. Najlepiej jest odbić piłeczkę i pytać ich o to samo, co zostanie przyjęte z radością i potraktowane jako wyraz wzajemnego zainteresowania. 🙂

W dobie nowoczesnych telefonów komórkowych z wbudowanym aparatem fotograficznym, coraz częściej spotkaniom z miejscową ludnością towarzyszy robienie zdjęć i o dziwo, nie ze strony turystów, lecz lokalnych. Zazwyczaj na jednym zdjęciu się nie kończy się i speszony turysta czuje się conajmniej jak gwiazda filmowa wypatrzona przez natrętnych paprazzich 🙂

Kolejnym szokiem, jakiego z pewnością doświadczymy będąc w Indiach jest ogromny, trudny do zaakceptowania, kontrast pomiędzy bogatymi i biednymi. Wszechobecne ubóstwo i żebracy to jeden z najsmutniejszych, a zarazem najczęstszych obrazów subkontynentu. Serce się kraje na widok kalek czy kilkuletnich żebrzących dzieci proszących o kilka rupii. Najgorsze jest to, że zazwyczaj „pracują” one na rzecz lokalnej mafii i ofiarując im pieniądze tylko wspieramy ten niechlubny biznes. Bywa też, że dzieci dobrowolnie stoją na ulicy i „zarabiają” na własne przyjemności, zamiast uczyć się w szkole. Są one bardzo sprytne i przekonywujące.  Prawie każde bardziej turystyczne miejsce w Indiach ma swój „przekręt”. Przykładowo w Puszkarze żebracy proszą o kupno chapati, które okazuje się kosztować sto pięćdziesiąt rupii zamiast pięćdziesięciu. Następnie wskazują konkretny sklep, gdzie chcą je kupić, po czym (gdy tylko dobroczyńca zniknie im z oczu) wracają, oddają towar i otrzymują w zamian połowę pieniędzy. Takim sposobem zarabia również, współpracujący z żebrakami, sprzedawca. W związku z powyższym, należy być czujnym, zaś osoby chcące udzielić pomocy, powinny wcześniej skontaktować się z lokalną organizacją charytatywną, która najlepiej będzie wiedziała kto najbardziej jej potrzebuje.