Wiele rzeczy w Indiach dziwi, zaskakuje i przyciąga uwagę – kolorowe stroje, w jakie odziani są mieszkańcy Indii, kobiety noszące wielkie toboły, z gracją balansujące na ich głowach, uliczny gwar, będący mieszanką klaksonów, krzyczących sprzedawców, rikszy, rowerowych dzwonków i krów oraz unoszący się w powietrzu zapach przypraw, kadzidełek i przygotowywanych na ulicy egzotycznych dań.

Czasem samo przemieszczanie się bywa nie lada zadaniem i niejednokrotnie przypomina pokonywanie toru przeszkód w postaci nadjeżdżających zewsząd rikszy, samochodów i motorów oraz wszechobecnych krowich „placków”. Do tego wszystkiego dochodzą przeciskające się tłumy hindusów, zaczepnych sklepikarzy, natrętnych żebraków, a nawet zaklinaczy węży. W Indiach najzwyklejszy spacer potrafi przerodzić się w niezapomnianą przygodę. 🙂

Większość indyjskich ulic przypomina wielobarwne targi, na których można kupić dosłownie wszystko – od niewielkich błyskotek i ciuchów po zakazane używki i viagrę. Sprzedawcy już z daleka zaczepiają nadchodzących przechodniów, zachwalając swe towary i ich niewiarygodnie niską cenę, która po wejściu do sklepu natychmiast wzrasta.

Targowanie się, zupełnie obce w Europie, tu występuje na porządku dziennym i jest swego rodzaju atrakcją, nierzadko przypominającą prawdziwy cyrk – sprzedający używa wszelkich swych zdolności, by nakłonić turystę do nabycia jego towarów, często i gęsto przy tym gestykulując. Ten drugi, by uzyskać w miarę zadowalającą cenę musi udawać brak zainteresowania i zasobności portfela. Zazwyczaj „negocjacje” trwają od kilku do kilkudziesięciu minut, bywa że zostają zrywane, a następnie odnawiane – niezadowolony klient opuszcza sklep, a sprzedawca, gdy tylko ten zaczyna się oddalać, woła za nim, stopniowo schodząc z ceny, czasem nawet o połowę wcześniejszej kwoty!

Zakupy w Indiach to atrakcja sama w sobie, często towarzyszą jej zabawne sytuacje i slogany. Przykładowo, turysta jest zainteresowany kupnem koszulki, ale w innym rozmiarze. Po chwili sprzedawca przynosi mu zupełnie inną, choć podobną i zanim klient zdąży wyrazić swe zdziwienie, ten z przekonaniem w głosie woła: „Same same but different” („Takie samo, tylko że inne”), po czym obie strony wybuchają śmiechem. Ci, którzy mają pewne opory związane z targowaniem się, muszą wiedzieć, że tak robić trzeba, w przeciwnym razie sklepikarze są wysoce niezadowoleni i plują sobie w brodę, że nie podali wyższej ceny 🙂