Zakazy, zakazy, zakazy. Nawet w tak liberalnej Argentynie. Niedawno zakazano sprzedaży e-papierosów. Powód? Ponoć szkodzą i utrudniają rzucenie palenia, zamiast ułatwiać. Po tym – co tu dużo ukrywać – mocno kontrowersyjnym zakazie argentyński parlamentarzyści (a właściwie włodarze stolicy) nie kazali długo czekać na kolejny ciekawy dekret. Tym razem zakazano… soli.

A dokładnie dobrze dosolonych potraw. Od poniedziałku w lokalach gastronomicznych prowincji Buenos Aires zaczęły obowiązują nowe obyczaje. Miejscowe władze zmusiły właścicieli do usunięcia ze stołów solniczek. Klient dostanie sól, tylko jeśli o nią poprosi.

Wszystko po najnowszych badaniach społecznych, z których wynika, że konsumenci solą potrawy odruchowo, zanim jeszcze ich spróbują. Stąd zakaz ich ustawiania na stolikach nijako a’priori. Jeśli bowiem wierzyć statystykom przeciętny Argentyńczyk pochłania średnio 13 gramów soli dziennie, podczas gdy Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) zaleca nie przekraczanie 5 gramów. Konsekwencją nadmiernego spożywania soli są choroby ciśnienia. Władze Buenos Aires szacują, że choroby nadciśnienia cierpi ponad 4 mln mieszkańców prowincji!

Wojna z solą na ulicach Buenos ma przybrać dość kategoryczne formy. Nie podporządkowanie się nowej ustawie grozi karami finansowymi, a nawet zamykaniem lokali. Póki co właściciele knajp grzecznie uprzątają solniczki ze stolików. Cała kampania nie ogranicza się jednak wyłącznie do lokali gastronomicznych. Również producenci chleba obiecali zmniejszyć. zawartość soli w swoich wyrobach. Nawet o 40 procent.