Tradycja sięgająca 1960 roku. 101 lat doświadczenia. 42 edycje. 12 drużyn. 26 meczów. Ponad 150 piłkarzy. 23 mecze. 8 stadionów. 65 tysięcy widzów mogących wejść na największy z nich. Sędziowie z 12 państw. Latynosi uwielbiają takie statystyczne smaczki. Przede wszystkim takiego dnia, jak dziś. Oto bowiem rozpoczynamy jedno z największych futbolowych świąt – Copa America.

W tym roku Copa rozgrywana będzie w Argentynie. Gospodarzy do boju poprowadzi największy ich gwiazdor: Lionel Messi. Następcy Diego Maradony (zwolnionym po kompletnie nie udanym Mundialu w wykonaniu Albicelestes) Sergiemu Batista udało się namówić na występ także takie gwiazdy jak Carlos Teves, Sergio Agüero (swoją drogą to zięć zwolnionego selekcjonera, Maradony), Gonzalo Higuain, Angelo Di Maria, Diego Milito. Gwiezdny zawrót głowy. I nasze Mistrzostwa Europy mogłyby pozazdrościć takich kadr…

Dzieje walki o prymat w Ameryce Południowej są tak bogate, że na każdą ich odsłonę czeka się z niecierpliwością. Podobnie jest i w tym roku. Faworyci? Eksperci są jednomyślni. Argentyna. Powstała nawet parafraza słynnego powiedzenia (dotychczas używanego wyłącznie w odniesieniu do reprezentacji Niemiec). Nowa wersja brzmi: „Przez blisko miesiąc w Copa America wystąpi 12 drużyn, w 26 meczach zagra ponad 150 piłkarzy, a i tak wygra Argentyna.” Niektórzy dodają nieśmiało: „w finale z Brazylią.”. Tak jest zresztą ustawiona turniejowa „drabinka”, że dwaj najwięksi faworyci powinni spotkać się dopiero w finale.

Ale, ale…Historia południowoamerykańskiego turnieju uczy, że nawet absolutnie najlepsi na świecie, nie byli w stanie zwyciężyć w Copa America. Dość przypomnieć, że Brazylia (wygrywająca Mundial w latach 1958, 1962, 1970 w składzie z Garrinchą, Didim, Vavą, Zagallo i Pele) nie umiała zdobyć mistrzostwa Ameryki Południowej od 1953 aż do 1987 roku! W latynoskiej prasie zatem dość sporo miejsca poświęca się tzw. „czarnym koniom”. Kto nim będzie? Może czwarta drużyna świata – Urugwaj z Forlanem i Suarezem na czele, albo Chile z Vidalem i Alexisem Sanchezem. Zwraca się uwagę na Kolumbię.

Pierwszy mecz już dziś w nocy czasu polskiego. W spotkaniu otwarcia zmierzy się Argentyna z Boliwią, która jest jedyną reprezentacją, biorącą udział w imprezie, niżej notowaną w rankingu FIFA niż Polska (71. miejsce). Zdecydowanie najciekawiej zapowiada się jednak rywalizacja w grupie C. Spotkają się tam: Chile, Peru, Meksyk i Urugwaj.

Z każdej grupy do ćwierćfinałów awansują dwie najlepsze drużyny. Pozostałą dwójką ćwierćfinalistów będą dwie reprezentacje, które zajmą trzecie miejsca w swoich grupach. O tym, która drużyna awansuje zadecydują punkty, a w drugiej kolejności bilans bramkowy. Warto zasiąść przed telewizorem, by zobaczyć taki pojedynku jak choćby: Chile – Meksyk (4 lipca), Urugwaj – Chile (8 lipca), Brazylia – Paragwaj (9 lipca), Urugwaj – Meksyk (12 lipca).

Przed nami gorący miesiąc pod znakiem latynoskiego futbolu.