Podróżując po Iranie zastanawiało mnie co naprawdę ludzie myślą o irańskim rządzie, czy są za czy przeciw. Wiadomo, że dla nas, Europejczyków, jest to po prostu dyktatura, przejawiająca się głównie w różnych nakazach i zakazach, jednym słowem – w mocnym ograniczeniu swobód obywatelskich. W większości przypadków ludzie narzekali, mówili że nienawidzą swego rządu i liczą na to, że w przyszłości coś się zmieni, że kiedyś będzie normalnie. Zdarzyło nam się jednak spotkać i takich, którzy są z obecnej sytuacji zadowoleni. Przykładowo, całkiem niedawno wprowadzono w Iranie nową reformę ekonomiczną i ceny większości produktów – np. chleba, żywności, benzyny czy gazu, kilkakrotnie poszły w górę. Aby załagodzić sytuację, rząd obiecał każdemu obywatelowi po 45 USD miesięcznie. Dla mieszkańców miast jest to zdecydowanie za mało, zwłaszcza że obecna sytuacja znacznie obniżyła standard ich życia i nie są oni z owej zmiany zadowoleni. Dodać można, że rząd niestety słowa nie dotrzymał i nie wypłaca owej kwoty wszystkim mieszkańcom, a jedynie tym, którzy go wspierają.  Inaczej sytuacja wygląda na wsi. Przykładowo, dla 10-osobowej wiejskiej rodziny 450 USD na miesiąc (rząd wypłaca 45 USD na osobę, nie na rodzinę) to całkiem spora kwota i są oni zadowoleni, gdyż bez problemów mogą się za to utrzymać. Z myślą o nich wprowadzono owe donacje, żeby nie stracić ich poparcia, a także by powstrzymać migracje pomiędzy wsią i miastem.

Na specjalne traktowanie mogą również liczyć byli żołnierze walczący w wojnie iracko-irańskiej w latach 1980-1988, którzy obsadzani są na lukratywnych stanowiskach i za siedzenie za biurkiem dostają ciężkie pieniądze. Oni zazwyczaj najbardziej oddani są rządowi. Podróżując po Iranie autostopem, miałam okazję takiego człowieka spotkać. Zwierzył mi, że w czasie wojny stracił trzy palce u ręki, dzięki czemu do końca życia nie musi martwić się o pieniądze. Powiedział też, że gdyby w jego miejscowości wybuchła jakakolwiek rebelia czy demonstracja, wyciągnął by broń i strzelał do protestujących, aż do wybicia ostatniego z nich.

Na wsparcie rządu mogą liczyć również ubodzy mieszkańcy wiosek i miast, którzy w zamian za korzyści finansowe zajmują się szpiegostwem i donosicielstwem. Obserwują swoich sąsiadów, współpracowników, itd., po czym donoszą co kto mówi na temat rządu, czy pije alkohol, czy miewa zagranicznych gości, czy są jakieś pary, które nie są małżeństwem, itp. To wszystko powoduje, że ludzie są zastraszeni, nie wiedzą komu można ufać a komu nie. Życie nie jest tutaj normalne, trzeba się ze wszystkim ukrywać, żeby później nie trzeba było się słono tłumaczyć. Nawet najniewinniejsze rzeczy, jak np. goszczenie w swoim domu turystów, zwłaszcza gdy robią dużo zdjęć, mogą zostać przekazana jako kolaboracja ze obcymi szpiegami… Każda podejrzana osoba od razu jest raportowana, dotyczy to także cudzoziemców, zwłaszcza jeżeli zadają za dużo niewygodnych pytań, czy zbyt długo pozostają w kraju.