Tego się nikt nie spodziewał. Czerwiec i lipiec to miały być najpiękniejsze miesiące w tegorocznym futbolowym kalendarzu popularnych Albicelestes. Wpierw bowiem koniec wielkiego święta, jakim dla Argentyńczyków jest całoroczna Primera División. A chwilę potem goszczenie w kraju wielkiego piłkarskiego wydarzenia – Copa America. Które, inaczej sobie tego biało-błękitni fanie nie wyobrażali – wygra oczywiście Argentyna. Miało być tak pięknie..

Zaczęło się od szoku. Bo jak inaczej nazwać spadek do drugiej ligi jednego z najbardziej zasłużonych klubów Argentyny. W składzie River Plate, bo o nich mowa, grało wielu słynnych piłkarzy m.in.: Alfredo di Stefano, Claudio Caniggia, Hernan Crespo czy Gonzalo Higuain. Teraz ci sami zawodnicy nie mogą uwierzyć w to, co się stało. Do tej pory „Milionerzy”, jak mówi się o River Plate, bardziej znani byli z licznych sukcesów oraz prawdziwej kuźni argentyńskich talentów. A tymczasem po upokarzającym dwumeczu (0:2 i 1:1) z Belgrano Cordoba stało się jasne, że przyszły sezon River Plate rozegra w niższej klasie rozgrywkowej. To troszkę tak, jakby Real Madryt spadł do niższej klasy rozgrywkowej Hiszpanii. Do wyobrażenia? Średnio? To proszę sobie uzmysłowić, co się stało milionom fanów argentyńskiego eks-giganta…

Tuż po owym meczu River Plate z Belgrano Cordoba w Buenos zaczęły się zamieszki. Kibole klubu, który po raz pierwszy w historii opuszcza najwyższą klasę rozgrywkową, wywołali niespotykane awantury. Ranne zostały co najmniej 72 osoby. Zamieszki trwały wiele godzin. Wściekli kibice spalili kilkanaście samochodów, zniszczyli wiele witryn sklepowych. Policja odebrała kilkadziesiąt zgłoszeń od właścicieli splądrowanych sklepów. River Plate teraz grozi kolejna kara – rozpoczęcie rozgrywek z ujemnym bilansem punktowym. Z drugiej zaś strony obywa się radosna festa kibiców Boca Juniors – odwiecznego rywala zza miedzy. Ot, urok argentyńskiego futbolu.

Minęło kilka dni i kolejny futbolowy cios. Tym razem dotykający również fanów Boca. Każdego Argentyńczyka. Osobiście. Argentyna odpada z Copa America. I to w jakim stylu? Żeby chociaż po porywających widowiskach? Nic z tych rzeczy… Mieli wygrywać mecz za meczem. Zespół Batisty wymęczył wpierw remis z Boliwią, następnie zremisował bezbramkowo z Kolumbią i ograł grającą w rezerwowym składzie Kostarykę. Po tym, jak gospodarze turnieju zwyciężyli 3:0, prasa zaczęła pisać o „przebudzeniu giganta”, a sami zawodnicy podkreślali, że od teraz będzie zdecydowanie łatwiej. „Aż” do meczu ćwierćfinałowego z Urugwajem. Tam odbył się koniec.

Po tym, jak Carlos Tevez nie trafił w serii jedenastek, w Argentynie zapanowała złość i rozpacz. – Nie mogę być szczęśliwy, bo nikt nie lubi przegrywać, ale jestem zadowolony z postawy zawodników – powiedział tuż po meczu Batista, który według mediów zakończy swoją przygodę z reprezentacją. – Nie powiedziałbym, że Copa America był słaby w naszym wykonaniu – dodał, wzbudzając wściekłość wśród kibiców. Na selekcjonerze suchej nitki nie zostawia także były trener kadry, Diego Maradona. – Batista niech emigruje – huczy z argentyńskich gazet okładek „boski Diego” (swoją drogą jego „pożegnanie z ostatnim Mundialem po porażce 0:4 z Niemcami bardziej chwalebne nie było).

Brazylia i Argentyna miały dzielić i rządzić podczas tegorocznego Copa America. Pierwsi, z nowym trenerem, który zapowiadał ofensywną grę, a także z odmłodzonym składem, wydawali się pewniakiem do awansu do finału. Przegrać w nim mogli tylko z Albicelestes. Nie przegrają. Bo finale zabraknie obu ekip. „Canarinhos”, którzy podobnie jak Argentyna mieli się podnieść po fatalnym Mundialu, wygrali jeden mecz. Z Ekwadorem (4:2), który w rankingu FIFA znajduje się aż 59. miejsc niżej. Poza tym zanotowali trzy remisy, w tym jeden, sensacyjny z Wenezuelą, a w ćwierćfinale nie potrafili strzelać rzutów karnych i odpadli z Paragwajem. Dziwnie, co? 😉 Ach, ta Ameryka Latino… 😉 Nie przewidzisz niczego. Niczego.