Ludzi przeciwnych rządowi można podzielić na trzy kategorie – pasywnych, którzy czując swoją bezsilność bądź strach przed władzą, nic nie robią, by zmienić panującą sytuację i jedynie czekają na lepsze czasy, emigrantów, którzy nie wierzą w zmiany i pragną ułożyć sobie życie w innym kraju (w Europie, USA, Kanadzie czy Australii) w związku z czym wysyłają setki CV do różnych zagranicznych firm czekając na pozytywna odpowiedź albo po prostu nielegalnie dostają się do innych krajów i tam starają się uzyskać status uchodźcy. Trzecią grupę stanowią ludzie aktywni, którzy są w stanie wiele zrobić i wiele poświęcić, by w ich państwie zaczęło się zmieniać na lepsze. Są patriotami, kochają swój kraj i nie chcą z niego uciekać, a raczej własnymi czynami sprawić, by wszystkim żyło się lepiej. To oni są najbardziej represjonowani i muszą być szczególnie ostrożni w swoich działaniach. Często są to studenci – młodzi, pełni werwy i ideałów, którzy głośno wyrażają swoje opinie, zazwyczaj sprzeczne z tym, co mówi rząd. Niestety i wśród nich znajdują się donosiciele, przysparzający wielu kłopotów swoim kolegom czy koleżankom. Zaczyna się od wszczęcia śledztwa, a kończy – w najlepszym przypadku na zawieszeniu od uniwersyteckich zajęć, w najgorszym – wieloletnim więzieniem. Dużo gorzej jest w przypadku demonstracji, które tłumione są dosyć brutalnie i dla wielu kończą się śmiercią. Rząd i policja jest całkowicie bezwzględna wobec wszelkich protestów, tajnych zgromadzeń czy spotkań większej liczby osób. Aby do nich nie dochodziło, blokowane są różne serwisy społecznościowe czy portale informacyjne, a także wysyłane są fałszywe wiadomości, mające na celu zdezorientowanie aktywnych społeczności co do miejsca i czasu spotkania. W Iranie zabronione jest również posiadanie anten satelitarnych, w związku z czym raz na jakiś czas rząd robi niezapowiedziane rewizje mieszkań, podczas których je konfiskuje albo po prostu zakłóca sygnał specjalnymi urządzeniami. Widziałam to wyraźnie podczas mojego pobytu w Kurdystanie, kiedy w czasie wiadomości wyświetlanych na kurdyjskich kanałach z Iraqu, momentalnie „psuł się” obraz i dźwięk.  Mimo tych wszystkich utrudnień i grożących konsekwencji, ludzie i tak wychodzą na ulice oraz spotykają się, by razem przeciwstawić się temu, co się dzieje w ich kraju. Rząd, by nie wywołać zbyt wielkich fal protestów oraz nie psuć sobie bardziej reputacji na arenie międzynarodowej, zamiast więzień zaczął stosować areszty domowe. Spotkało to m.in. poprzedniego, będącego w opozycji, kandydata na prezydenta. Osoby te znajdują się pod 24 godzinnym nadzorem policyjnym i bez jej zgody nie mogą opuszczać domu, a ewentualne wyjście ogranicza się do stałej trasy – np. do pracy i z powrotem. Nie nazywa się jednak tego więzieniem, a jedynie swoistym nadzorem.