zachód słońcaW styczniu miała przyjemność wyjechać do Maroka. Swoją podróż rozpoczęłam 6 stycznia, kiedy w Warszawie pogoda była dosłownie fatalna. Dlatego kiedy wysiadałam z samolotu na lotnisku w Agadirze i poczułam powiew ciepłego marokańskiego powietrza poczułam się cudownie. Pogoda była dosłownie „akurat”. Już pierwszego dnia postanowiłam  sprawdzić jaka będzie temperatura wody w Ocenie Atlantyckim. Przyznam, że jako osoba bardzo ciepłolubna nie dałam rady wejść do Oceanu, ale za to mogłam rozkoszować się pikną piaszczystą plażą, która ciągnie się kilometrami. Tak odpoczywając w promieniach słońca wyczekałam, aż do zachodu słońca, który był naprawdę cudowny. Wyglądało to tak jakby słońce powoli roztapiało się w Oceanie. W oddali widoczne było wzgórze, na którym widoczny jest napis w języku arabskim: Allah, król, ojczyzna. Na szczycie wzgórza wznosiła się kiedyś kazba (forteca obronna z XVII w.), została ona niestety prawie doszczętnie zniszczona podczas trzęsienia ziemi,kazba które nawiedziło Agadir w 1960 roku. Po słodkim lenistwie na plaży ruszyłam na wieczorny spacer po mieście. Na drugi dzień wybrałam się na wycieczkę jeepami na Imouzzer. Wycieczka rozpoczęła się około 12:00. Po opuszczeniu granic miasta ruszyliśmy przez Rajską Dolinę i malownicze wsie. W trakcie wycieczki widziałam piękne berberyjskie chatki rozrzucone pośród zieleni i wysokich górskich wodospadów. W czasie wycieczki mieliśmy postój przy jednym z wodospadów, gdzie swoją odwagą popisywał się jeden z miejscowych można by rzec „show menów”. Skoczył on z dużej wysokości wprost w dół wodospadu. Przed skokiem, był kilka razy powstrzymywany przez swoich pobratymców, by całe show mogła zobaczyć jak największa liczna osób. Kiedy uznano, że ilość turystów podziwiających skok jest już wystarczająca, mężczyzna oddał skok. Po czym szybciutko wydostał się z wody, dosłownie się otrząsnął, a na koniec znalazł się przy wyjściu przez które musieli przejść turyści i już z przygotowaną ręką oczekiwał na bakszysz 🙂 . Wycieczka na Imouzzer to nie jedyna, w której uczestniczyłam. placNajbardziej popularna i chyba najciekawsza wycieczka to wyjazd do Marakeszu. To miasto żyje swoim życiem, tu można znaleźć naprawdę wszystko zaczynając od pięknego meczetu Kutubija, grobowców Saddytów z XVI wieku oraz pięknych ogrodów Majorelle i Menara. Najciekawszym miejscem i najbardziej tętniącym życiem zarówno w dzień jak w nocy jest Plac Dżamaa el – Fna. Na tym placu roi się od zaklinaczy węży, wróżek i jasnowidzów, akrobatów, bajarzy i połykaczy ognia. Oprócz tego na placu można spotkać kobiety malujące henna ręce, a wszędzie rozbrzmiewa berberyjska muzyka, słychać bębny, trąbki i inne instrumenty. Plac Dżamaa – Fna wieczorem przemienia się wielką restauracje pod gołym niebem. Można tu spróbować wszystkiego. Ze straganów zjedzenie jedzeniem unosi się dym, niosący smakowity zapach przyrządzanych potraw. Skosztować można tam takie osobliwe potrawy, jak: gotowane ślimaki, zupę z kozich głów, grillowany mózg barana, a nawet słyszałam o pieczonych jądrach barana. Dlatego wszystkim odważnym polecam coś ciekawego do spróbowania 🙂 . Przyznam się, że osobiście jadłam mózg barana i naprawdę trudno mi powiedzieć jaki miał smak…hmmm chyba powiedziałabym, że raczej jest taki bez smaku. Takie to ciekawostki spotkały mnie w czasie mojego pobyty w Maroku. Wracając do Agadiru, wszystkim którzy lubią nocne życie i dobre imprezowanie proponuję dyskotekę w hotelu Sofitel, naprawdę imprezowania na najwyższym poziomie, jednakże trzeba się liczyć z dość dużymi kosztami napoi. Jeden drink to około 25 E. Ale mimo to i tak naprawdę warto tam puść choć raz podczas całego pobytu. Ogółem Maroko z całego serca polecam wszystkim 🙂 .