Echo przeszłości

Plaza de Mayo. Nasz kolejny cel. Panuje tu specyficzna atmosfera. To tutaj zbierają się matki zaginionych w czasach żołnierskiej rewolty. Wszystko stanowi echo argentyńskiej polityki lat osiemdziesiątych Kiedy w 1976 roku władzę w kraju przejęło trzech generałów: Videla, Massera i Agosti, było już jasne, że w Argentynie zaczyna się okres reżimu wojskowego. Rozpoczęły się prześladowania. Z każdym dniem przybywało zaginionych – przede wszystkim młodych ludzi. Nikt nie mógł czuć się bezpieczny. Represje mnożyły się.

Współcześnie szacuje się, że w czasach żołnierskiego reżimu zaginęło kilkadziesiąt tysięcy osób. Co dziś wiadomo o tej zbrodni? Pewne jest m.in., że dzieci odbierane wiezionym kobietom przekazywano na wychowanie rodzinom wojskowych. To jednak zaledwie procent zaginionych. Co stało się z resztą? Historyczne fakty jasno podają, że bojówkarzy i ich zwolenników poddawano torturom. Nie było istotne, czy zatrzymani dostarczyli poszukiwanych informacji, czy nie. Większość z nich prawdopodobnie została zamordowana. Część zmuszano do emigracji. Niektórzy mówią o 30 tys. zaginionych.

Czwartek. Na placu zbiera się coraz większy tłum. To matki, żony, siostry, córki tych, którzy odważyli się sprzeciwić terrorowi. Dziś w milczeniu protestują przeciwko dalszemu zatajaniu prawdy. Chcą wiedzieć, co się stało z ich mężczyznami. Większość opatulona w białe chusty. To tradycja – za rządów Videli nie było mowy o żadnych transparentach, głośnych hasłach. Protestującym pozostawało milczenie. Nie chciały dawać policji pretekstu do interwencji. Od zwykłych czwartkowych spacerowiczów odróżniały się jedynie białymi chustami na głowach. I tak zostało.

Obok placu stoi katedra – przyznam , że, jeśli chodzi o architekturę, raczej nic specjalnego. W drugim końcu placu położony jest charakterystyczny różowy budynek. To tzw. Casa Rosada – miejsce słynne choćby z tego, że to z niego przemawiała Evita – współcześnie najbardziej wielbiona kobieta przez argentyński naród. Dlaczego dla XVIII-wiecznego budynku wybrano tak mało popularny kolor? Róż wziął się z koncepcji upamiętnienia doprowadzenia do pokoju, pomiędzy Federalistami (tzw. czerwonymi) i Unitarystami (białymi).

Idziemy dalej. Po paru minutach dochodzimy do szerokiej ulicy. To 9 de Julio. “Szeroka” to mało powiedziane. To najszersza ulica świata! Specjalnie policzyłem. 8 pasów w każdym kierunku. Nieźle. A obok jeszcze fajniej: widok kąpiących się w fontannie mężczyzn. Tak, mężczyzn. Bo oprócz cyganopodobnych dzieci, fikołki wyczyniają ich ojcowie, czy wujkowie. Taki pokaz! W samym centrum miasta. Wokół masa przechodniów, miliony samochodów, żar się leje z nieba, a ci sobie pływają w fontannie. Takie rzeczy tylko w Argentynie!

Źródło zdjeć: www.stages.alternatives.ca

acicenobras.files.wordpress.com

Podoba Ci się ten artykuł? Podziel się:

Brak komentarzy

Dodaj komentarz
nie będzie opublikowany
pole opcjonalne
 
 
* pole wymagane