Generał Bignone skazany za juntę


W Argentynie zawrzało. Od paru dni życie polityczne skupia się wokół najgłośniejszej w ostatnich latach rozprawy sądowej. Przed Sądem Najwyższym postawiono bowiem ostatniego przywódcę argentyńskiej junty wojskowej – generała Reynaldo Bignone.

O zarysie historycznym wojskowego reżimu na przełomie lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych już pisałem niejednokrotnie. Tortury. Porwania. Zsyłki. Terror. Przemoc. Kilkanaście tysiące zaginionych. I co najgorsze – współczesna spuścizna w sercach dzisiejszych Argentynek. Większość matek wciąż nie wiem, jaki los spotkał ich synów, mężów, ojców.

Dwa dni temu sąd w Buenos Aires wydał ostateczny wyrok w sprawie oskarżonego przywódcy junty. Uznano go za współodpowiedzialnego za porwania, tortury i zabójstwa i wskutek tego został skazany na 25 lat pozbawienia wolności. Wielu ludziom w pewien sposób ulżyło. Jednak istnieje jakaś wyższa prawda. Jakiś logiczny ciąg przyczynowo-skutkowy. Jakieś zadośćuczynienie. Choć to wciąż za mało.

82-letni dziś Bignone sprawował urząd przywódcy Argentyny w latach 1982-1983. W latach 1976-1978 byłe jednym z głównodowodzących w wojsku.

Dodaj komentarz

pole opcjonalne