Górniczy cud po chilijsku


Dramat chilijskich górników, którzy zostali uwięzieni w kopalni miedzi i złota nadal trwa. To już osiemnasty dzień, odkąd trzydziestu trzech górników zasypanych pod pustynią Atacama w Chile czeka na pomoc.

Dopiero wczoraj udało się udrożnić odpowiedni kanał przesyłowy pod ziemię, za pomocą którego uwięzionym dostarczono pierwszą partię pokarmu, wody i tlenu. Za pośrednictwem nowego systemu komunikacyjnego udało się także skontaktować ze wszystkimi zasypanymi. Według specjalistów nieszczęśników uwięzionych na głębokości 688 metrów czeka teraz gehenna. Jak inaczej nazwać bowiem przewidziany okres czterech miesięcy, którzy mają oni spędzić pod ziemią. Tyle ma zająć kopanie specjalnego tunelu.

Według lekarza z ekipy ratunkowej górnicy żywili się tuńczykiem w puszkach, mlekiem i biszkoptami zmagazynowanymi w schronie, gdzie udało im się dotrzeć po zawaleniu się chodnika. Tam też spędzą najbliższe miesiące. Schron liczy sobie powierzchni 50 metrów kwadratowych. Temperatura w tym miejscu wynosi 32-34 stopnie Celsjusza.

Pod wejściem do zasypanej kopalni urządzono specjalne miasteczko, któremu szybko nadano nazwę „Nadzieja”. Zgromadzone w prowizorycznych domkach rodziny poszkodowanych sprowadziły statuetkę Matki Bożej Gromnicznej – patronki górników. Wiadomość o życiu górników wywołała w Chile spontaniczny wybuch radości, zaś biskup Gaspar Quintana Jorquera nazwał ją „prawdziwym darem od Boga”.

Dodaj komentarz

pole opcjonalne