W ostatni dzień roku Buenos Aires zamienia się w białe pobojowisko papieru. O co chodzi? Argentyńczycy mają zwyczaj, że wraz z ostatnim dniem w pracy wyrzuca się wszelkie papierowe dokumenty nagromadzone w ciągu roku. Chodzi o wszelkiego rodzaju analizy, założenia projektów, notatki Słowem wszystko to, co kojarzy się z ubiegłym rokiem. No, może poza zeznaniami podatkowymi oraz fakturami VAT.
Pracownicy biur zbierają tony papierów, a następnie – ku uciesze przechodniów – wyrzucają je przed okna.
Widok fruwających białych kartek wyrzucanych z okien wysokich, przeszklonych wieżowców – to coś naprawdę egzotycznego. Z daleko przypomina to stado białych gołębi kołyszących się na wietrze. 31 styczeń przypada w Buenos na okres najpiękniejszej pogody w roku. Słońce pręży swe promienie, ile tylko ma sił. Na niebie żadnej chmurki. Wszystko to powoduje, że białe kartki swobodnie dryfujące na tle niebieskiego nieba oświetlonego taką lampą, są naturalnym zwierciadłem dla promieni. Robi się naprawdę jasno. Naprawdę biało.
Zabawne uczucie. Spaceruję właśnie po centrum Buenos, gdy nagle w około robi się zupełnie biało. Ludzie zaginają głowy i spoglądają w górę. Właśnie leci kolejna dawka biurowych dokumentów. Obok cierpliwie czekają specjalnie ubrani panowie z odkurzaczami. Nie wydają się być zbyt zdenerwowani na tych na górze. Cóż. Taka ich rola. Tamci zrzucają. My to zbieramy, co by móc powitać Nowy Rok w czystości. No, względnej czystości. Pamiętajmy, że jesteśmy w Ameryce Południowej.
Papierowego śniegu coraz więcej. Ale bajzel! Uroczy bajzel. Postanawiamy opuścić jeszcze na chwilę białe Buenos (niech w tym czasie porządnie tu posprzątają) i udajemy się w ostatnią „podjazdową” wycieczkę – do nieodległego San Isidro. To miasteczko położone na północ od Buenos. Stanowi element aglomeracji Buenos. Zamieszkują tu ci najmożniejsi. I nie sposób tego nie zauważyć.
Tylu fantastycznie utrzymanych domków naraz to ja nigdy nie widziałem. I wcale nie chodzi tu o jakieś hollywoodzko-podobne wille z basenami i zamkowymi wieżyczkami. Nic z tych rzeczy! To najspokojniejsza część Buenos. I domy nawiązują do tej sennej atmosfery. Przypominają raczej paryskie kamienice. Większość udekorowana jest zielonymi pnączami. Starannie murowane, z ogrodzeniami nawiązującymi do średniowiecznych wzorców. Długie alejki przykryte tunelem paproci. W niektórych garażach dostrzec można stare Royce rollsy. I nie nazywałbym tej miejscowości „krainą szpanu czy snobizmu”. Ludzie tu mieszkający to raczej wielbiciele dojrzałego stylu. Hołdujący spokojowi, surowej ascezie estetyki piękna.
San Isidro otoczone jest polami golfowymi, torami do jazdy konnej. Sporo tu szemrzących potoków, strumieni, fontann. I przede wszystkim zieleni. Nic nie koi skołatanych nerwów wielkiego miasta tak dobrze, jak ona. Ależ tutaj musi się przyjemnie drzemać. ![]()

Super! I to się właśnie nazywa latynoski luz:D Nikt inny nie wymyśliłby czegoś takiego:)
Mam propozycje, może w Polsce byśmy też zarzadzili taki sposób na ostatni dzień roku
Ok! Jestem za! Może zróbmy wpierw próbę generalną – proponuję zrzut z najwyższego punktu widokowego Pajaca Kultury.
Jestem jak najbardziej za