Tunezja to kraj niezwykły. Od wieków przyciąga swym pięknem, różnorodnością, egzotyką. Ciekawi zabytkami, a także kulturą. Samo obcowanie z mieszkańcami tego państwa to interesujące przeżycie. Jednak według mnie prawdziwym skarbem Tunezji jest jej bogata przyroda i urzekający krajobraz. To niezwykłe piękno i klimat tego miejsca doceniali również przez lata światowej sławy filmowcy, wybierając to miejsce na tło historii przedstawianych w ich dziełach.
Archiwum kategorii: Afryka
Skarby Tutenchamona wracają do Egiptu.
Nowojorskie Metropolitan Museum of Art zdecydowało się odesłać do Egiptu skarby z grobowca faraona Tutenchamona, które zostały z niego zabrane. Dziewiętnaście przedmiotów, które należały do tej pory do zbiorów muzeum od początku ubiegłego wieku, mają za rok wrócić do Egiptu. Władze Metropolitan Museum of Art uznały prawa Egiptu do tych zabytków. Wśród przedmiotów jakie mają wrócić do Egiptu, jest między innymi częściowo zachowana bransoleta z lapis lazuli i brązowa figura psa ze złotą obrożą. Wszystkie eksponaty zostaną wyeksponowane w 2012 roku na specjalnej wystawie z tej okazji. Zahi Hawass uważa, że dzięki wspaniałomyślności i etycznemu zachowaniu Metropolitan Museum of Art , 19 przedmiotów z grobowca Tutenchamona, które powrócą do Egiptu, będą mogły połączyć się z innymi skarbami zmarłego faraona. Odkąd Zahii Hawas został szefem Rady ds. Starożytności udało mu się odzyskać co najmniej 5 tysięcy zabytków, które znajdowały się u prywatnych kolekcjonerów i w zagranicznych muzeach.
O dniu zmarłych w Tanzanii – wspomnienie
1 listopada w Tengeru, w niewielkiej miejscowości w północnej Tanzanii, co roku z okazji dnia zmarłych odprawiana jest polska msza. Celebrują ją misjonarze: franciszkanie, werbiści, księża diecezjalni. Zjeżdżają się na nią Polacy zamieszkujący Aruszę, Moshi, i inne okoliczne miejscowości, niektórzy pokonują większe odległości przybywając z Dar es Salaam czy z Nairobi, a nawet z innych krajów (Polska, Francja, Kanada, itd.).
Tengeru położone jest u stóp góry Meru na wysokości ponad 2000 metrów nad poziomem morza. Polski cmentarz znajduje się na terenie Instytutu Hodowli Bydła (Livestock Training Institute Tengeru), na którego terenie w latach 1942-1952 funkcjonował obóz przejściowy dla polskich wychodźców ze Związku Radzieckiego.
Z Moshi do Tengeru jedzie się nieco ponad godzinę (w zależności od umiejętności kierowcy i liczby pasażerów w autobusie). Po dojechaniu do miejscowości należy przechodząc obok jednego z największych bazarów Afryki Wschodniej dojść do bram Instytutu. Następnie zapytać jednego ze studentów bądź też wypatrywać drogowskazów, biało-czerwonych tablic, które nadają swojskości temu miejscu i wskazują drogę na cmentarz.
Na kilka dni przed mszą franciszkanie przygotowują miejsce, sprzątają wokół nagrobków (głównie gałęzie drzew i spadłe liście). Pomagają również przyjechać do Tengeru starszym ludziom (Polakom) mieszkającym w okolicy. Troszczą się o Pana Edwarda, ostatniego zamieszkującego w Aruszy „obozowicza”, który w zamian za pomoc obdarowuje duchownych produkowanymi przez siebie kiełbasami i żółtymi serami. Pan Edward jest niezwykle ciekawą postacią. Po mszy, podczas rozmowy udało nam się do niego „wprosić”, obiecując szarlotkę (w wydaniu bananowym) oraz inne zafrykanizowane polskie specjały (np. placki ziemniaczane z dodatkiem zanzibarskich przypraw – pycha!). Msza była również okazją do poznania wszystkich misjonarzy pracujących w okolicy. Naszym ulubieńcem został ksiądz Marek, mieszkający w wiosce masajskiej oddalonej o 150km od Aruszy, do którego także za kilka tygodni udaliśmy się z wizytą.
Ale to co na tym cmentarzu jest najbardziej niewiarygodne, nietypowe… a zarazem takie nasze i swojskie to te symbole polskości (orzełki, polskie flagi, herby miast: Warszawy, Gdańska, Poznania, Krakowa, Wrocławia, polskie napisy) i las… prawdziwy las (nie jakaś tam tanzańska, a właściwie masajska sawanna), które sprawiają że w sercu Afryki Wschodniej, choć przez chwilę, przez parę godzin… „afrykańska ziemia, Polską nam była”.
Pracownicy ministerstwa kultury skazani po kradzieży obrazu Vincenta van Gogha.
Jedenastu pracowników ministerstwa kultury uznano winnych zaniedbań, które umożliwiły złodziejom kradzież obrazu Vincenta van Gogha pt. „Maki” z
Muzeum Mahmuda Chalila w Kairze. Wśród skazanych znaleźli się m.in. zastępca ministra kultury oraz dyrektor muzeum. Wyrok, jaki usłyszeli w swojej sprawie to trzy lata więzienia.
Obraz „Maki” skradziono 21 sierpnia. Złodzieje wycięli obraz z ramy. Podczas śledztwa wyszło na jaw, że system zabezpieczający budynek nie działał prawidłowo. W dniu, w którym nastąpiła kradzież nie działał żaden z zainstalowanych alarmów. W muzeum znajdują się 43 kamery, w dniu kradzieży działało jedynie 7 z nich. Została również zmniejszona liczba ochroniarzy pilnujących muzeum z siedmiu do jednego. Władze muzeum tłumaczyły te zaniedbania brakiem pieniędzy. Zastępca ministra kultury i dyrektor departamentu sztuk pięknych (Mohsen Shalan), twierdzi, że występował do ministra kultury o dodatkowe fundusze na zwiększenie bezpieczeństwa. Otrzymał podobno jedynie nie wielką część sumy, o jaką prosił. Minister kultury, Farouk Hosn potwierdza, że odrzucił kolejną prośbę podwładnego o dodatkowe fundusze. Oskarżeni zapowiedzieli, że złożą apelację.
Nowe odkrycie w Gizie.
Zespół egipskich archeologów prowadzących wykopaliska na terenie Gizy, pod Kairem odnalazł grobowiec kapłana sprzed 440 lat. Minister kultury Egiptu oświadczył, że zespół naukowców przy współpracy z Radą Najwyższą ds. Starożytności Egiptu prowadził rutynowe prace wykopaliskowe na terenie Gizy. Pod czas swojej pracy dokonali oni odkrycia starożytnego grobowca, który znajduje się nieopodal cmentarza budowniczych piramid w Gizie. Znaleziony grobowiec pochodzi z czasów V Dynastii. Jest to miejsce pochówku kapłana o imieniu Rudj-Ka, który uczestniczył w ceremonii pośmiertnej faraona Chefrena z IV Dynastii (jedna z Wielkich Piramid w Gizie była jego grobowcem). Zahi Hawass (sekretarz generalnej Rady Najwyższej ds. Starożytności) uważa, że Rudj-Ka był bardzo ważną osobą na dworze królewskim. Najprawdopodobniej należał on do grupy kapłanów, którzy odpowiadali za ceremonię kultu grobowego faraona Chefrena. Ceremonia odbywała się jeszcze
Mity i fakty o „największym” slumsie Kenii
Napisałam ten wpis pod koniec września… zdążyłam o nim zapomnieć, by powrócić do tematu w związku z artykułem Adama Leszczyńskiego w Gazecie Wyborczej, który zainspirowany tym samym odkryciem co i ja, napisał tekst: Zadeptani przez dobroczyńców. Polski dziennikarz skupił się na kwestii organizacji pomocowych i ich roli w podniesieniu poziomu życia mieszkańców biednych dzielnic Nairobi. Artykuł polecam do przeczytania, a poniżej owo odkrycie jednego z dziennikarzy kenijskiego pisma Nation (artykuł ukazał się w połowie września), które poruszyło zarówno mnie jak i Adama Leszczyńskiego.
Fakir – siłacz czy asceta??
Fakir w języku indyjskim oznacza, biedak, żebrak. Opisywał mnicha oddającego się ascezie. Wielu fakirów wyznaje teorię, która uważa ubóstwo, jako
zasługę w świetle religii. Jednak współcześni fakirzy nie mają za wiele wspólnego z ascetycznym umartwianiem, jakiemu poddawali się dawniej mnisi. W tej chwili fakirzy całkowicie odrzucają ideały filozoficzne i religijne, na rzecz show, w czasie, którego fakir szokuje widzów swoją odpornością na ból oraz wytrzymałością. Dzisiejsze pokazy fakirów łączą w sobie cechy klasycznego umartwiania, gimnastyki, tańca, pokazu wytrzymałości oraz ogólnego show. W wielu krajach istnieją profesjonalne szkoły fakirskie, między innymi w Egipcie, choć duża część fakirów nadal pozostaje samoukami.
O podróżowaniu samolotami
Weekendowe podróże pociągiem do Wrocławia skłoniły mnie do wspomnień, a kilka przygód latając to tu to tam już miałam…
Po pierwsze: overbooking
Ta historia z Tanzanią ma niewiele wspólnego, ale wydarzyła się zaledwie dwa tygodnie temu i zdarzyć się może podczas podróży lotniczych każdemu, a im dalej tym zawierany „deal” może wydać się bardziej kuszący. Overbooking to sytuacja gdy linia lotnicza sprzedaje więcej biletów na dany lot niż jest miejsc w samolocie. Wówczas pasażerowie, którzy już się w nim nie mieszczą dostają propozycję od linii lotniczych: okrągłą sumę (250, 400 lub 600 euro – w zależności od tego jak daleko jest miejsce naszej destynacji) i propozycję alternatywnego połączenia lub powrotu następnego dnia tym samym połączeniem (z nocą w hotelu na koszt linii lotniczych). Nam zaproponowano obowiązkowe 250 euro (linie lotnicze są zobligowane przepisami prawa do zapłacenia pasażerom rekompensaty) i lot do Warszawy przez Dusseldorf. Przystaliśmy na tę propozycję… ale niestety przez opóźnienie pierwszego samolotu, spóźniliśmy się na drugi, więc w końcu wracaliśmy z czeskiej Pragi, przez Dusseldorf i Dortmund, samolotem i pociągiem a nasza podróż wydłużyła się o bagatela 15h (zdążyliśmy pokłócić się z kilkoma osobami na lotnisku – głównie z przedstawicielami linii lotniczych, którzy uznali że nasze spóźnienie się na drugi samolot wyniknęło z winy: LOTNISKA, i zwiedzić dworce kolejowe w Dusseldorfie i Dortmundzie).
Po drugie: zgubiony bagaż
Już kilka razy zdarzyło mi się nie odnaleźć swojego bagażu na lotnisku docelowym… Przyczyny były różne. Po raz pierwszy zdarzyło się to gdy wracając z jednego z krajów Afryki, podczas check-in’u okazało się, że nie ma mnie w systemie i mój bagaż dostał pomarańczową karteczkę „stand-by” i pomimo tego, iż odnaleziono mnie w systemie, mój bagaż pozostał, z ową piękną karteczką na lotnisku. Zainteresowano się nim dopiero, gdy będąc już w Warszawie zgłosiłam jego zaginięcie. Samoloty z krajów Afryki nie latają co dziennie, dostałam go dopiero kilka dni później.
Innym razem wracałam przed świętami Bożego Narodzenia z Dar es Salaam do Warszawy z przesiadką w Zurychu. Jak dobrze wszystkim wiadomo loty międzykontynentalne obsługują duże samoloty zaś, między miastami Europy latają znacznie mniejsze maszyny. Przed świętami, ludzie wracają do domów z różnych zakątków świata (Nowy Jork, Montreal, Sydney no i Dar es Salaam oczywiście), z większą niż zazwyczaj ilością bagażu… No i niestety bagaże kilkorga pasażerów (w tym i mój ukochany plecaczek) nie zmieściły się w Zurychu do mniejszego samolotu. Miłe było to, że obsługa lotniska poinformowała nas o tym już w Zurychu, dzięki czemu oszczędziliśmy czasu na szukanie bagaży w Warszawie.
Trzecia sytuacja, która się wydarzyła była do uniknięcia. Moja mama leciała mnie odwiedzić w Tanzanii, z przesiadką w Brukseli. Niestety pierwszy samolot opóźnił się… i o ile ona sama zdążyła przesiąść się o tyle obsługa lotniska nie zdążyła przełożyć wszystkich bagaży (i tu sugestia by jednak wybierać połączenia, gdzie czas oczekiwania na drugi lot wynosi min. godzinę). Sytuacja była o tyle skomplikowana, że w rezultacie moja mama przez kilka dni nie miała swoich rzeczy, a był to listopad i różnica temperatur wynosiła 30 stopni i że już następnego dnia po jej przylocie musiałyśmy wrócić z Nairobi do Aruszy (więc z Kenii do Tanzanii). Udało się jednak, dzięki pomocy kilku osób, bez problemów i nawet za darmo J, przewieźć walizkę z jednego kraju do drugiego i nawet przedstawiciele linii lotniczych dzwonili kilkukrotnie „w trosce o klienta i jego mienie”.
Latać samolotem nadal lubię i chyba nawet bardziej niż poprzednio. Jazda pociągiem też należy do moich ulubionych zajęć, choć wolę by była to moja decyzja nie wynikająca z faktu, iż uciekł mi samolot i: linie lotnicze umywają ręce, inne połączenia lotnicze są mega drogie, na lotnisku w Warszawie trwa w sobotę remont, a ja chcę jak najszybciej dostać się do Warszawy. No ale przygody urozmaicają życie!
Korzystając z okazji pozdrawiam moich współtowarzyszy podróży (z Pragi przez Dusseldorf i Dortmund do Warszawy), bo jak mieć przygody to w doborowym towarzystwie J.
Taniec brzucha stereotyp związany z Egiptem.
Kiedy wyjeżdżamy na wakacje do Egiptu to na naszej liście rzeczy, które musimy zawsze zobaczyć pojawiają się: Wielkie Piramidy w Gizie, Dolina
Królów, Świątynia w Karnaku. Poza atrakcjami historycznymi nie może zabraknąć nam orientalnego show, w czasie, którego tancerka brzucha zaprezentuje nam swoje umiejętności taneczne przy rytmie orientalnej egipskiej muzyki. Taniec brzucha to inaczej raks shargi – taniec Wschodu. Już od starożytnych czasów był znany w Egipcie. W wielu grobowcach możemy obserwować malowidła ścienne ukazujący Egipcjanki w czasie tańca zabawiające faraona i jego gości. Taniec brzucha jest wykonywany głównie przez kobiety, (choć przyznam, że zdarzyło mi się widzieć go również w wykonaniu mężczyzn i nie można im zarzucić, że są w tym gorsi
). Taniec brzucha nie należy do tańców sformalizowanych jak np. taniec towarzyski. Współcześnie taniec brzucha łączy w sobie tradycyjne tańce z różnych regionów Egiptu oraz czerpie inspiracje z innych rodzajów tańców. Taniec brzucha wykonuje się solo lub w grupie, ale nie jest to taniec w parach
. Istotnym elementem tańca brzucha jest izolowanie od siebie poszczególnych części ciała i mięśni, odzwierciedlając w ten sposób rytm muzyki. Poszczególne instrumenty są interpretowane przez określoną grupę ruchów. Akordeon – to przede wszystkim ruchy korpusu, miednicy i bioder, a kanoun (arabski instrument ludowy o 75 strunach w czterech oktawach, występujący przy tradycyjnej muzyce) wskazuje na shimmy. Patrząc z boku wydaje się, że tanie brzucha jest łatwy, trzeba tylko trochę poruszać biodrami, a tak naprawdę jest to taniec, przy którego nauce trzeba wykazać się dużą dozą cierpliwości oraz bardzo dużo trenować. Charakterystycznym elementem jest tzw. shimmy, czyli wprowadzenie ciała tancerki w drżenie.
Egipska gazeta rządowa – Al Ahram i skandal ze zdjęciem.
Jedna z egipskich gazet rządowych (Al Ahram) cieszyła się niedawno dość sporą popularnością, niestety nie można powiedzieć, że powód do zainteresowania był chwalebny. Wręcz przeciwnie. Gazeta pozwoliła sobie na pewne przeróbki zdjęcia przedstawiającego przywódców: Stanów Zjednoczonych Ameryki, Jordanii, Izraela, Egiptu oraz Palestyny. Zdjęcie, na którym dokonano fotomontażu przedstawiało prezydenta Mubarak (prezydenta Egiptu), przewodniczącego grupie głów państw wymienionych wyżej. Zdjęcie umieszczono w artykule opisującym postępy w rokowaniach palestyńsko – izraelskich, które to miały miejsce w egipskim kurorcie Sharm el Sheikh. Ów zdjęcie zostało zrobione na spotkaniu głów państw pod czas wizyty w Waszyngtonie. Na oryginalnym zdjęci marszowi przez Biały Dom przewodzi Barack Obama. Właśnie to zdjęcie egipska gazeta pozwoliła sobie przemienić. Fotomontaż, który zaprezentowała gazeta spotkał się z bardzo ostrą krytyką ze strony środowiska politycznego, opozycyjna partia – Ruch 6 kwietnia uznała działanie gazety za nieprofesjonalne i karygodne.
Jezioro Wiktorii
Największe jezioro Afryki, położone między Tanzanią, Kenią i Ugandą, to jezioro Wiktorii nazwane tak przez brytyjskich odkrywców w drugiej połowie XIX wieku na cześć Królowej Zjednoczonego Królestwa.
Kenia : nad jeziorem Wiktorii leży jedno z największych miast Kenii, Kisumu. Na jednej z wysp Kenijczycy utworzyli Park Narodowy. By dostać się na miejsce wynajęliśmy łódkę (za cenę godną, acz walczyło o nią kilka osób, podając kilkanaście argumentów przez kilkadziesiąt minut). Nasz « stateczek » był niedużej wielkości i od czasu do czasu wlewała się doń woda.
Monastir
Z niewielkiej wioski rybackiej Monastir stał sie jednym z najważniejszych punktów na turystycznej mapie Tunezji. Niegdyś przyjeżdżano tu w poszukiwaniu ciszy i świętego spokoju. Teraz motywy przyjazdu są zupełnie inne. Co więc przyciąga corocznie tłumy turystów do Monastiru?
Po pierwsze walory przyrodnicze: Monastir położony jest na niewielkim skalistym półwyspie otoczonym ciepłymi wodami zatoki Hammamet. Urocze położenie, plaża i turkusowe morze stanowią gwarancję udanego wypoczynku na plaży. Atutem Monastiru jest także jego architektura.
Muzułmanie i Chrześcijanie w Tanzanii
Ponad czterdzieści milionów mieszkańców Tanzanii… różne grupy etniczne, różne zwyczaje, różne religie. Konstytucja Tanzanii zapewnia wolność wyznania każdemu obywatelowi. Umożliwia również zakładanie nowych ruchów i wyznań, po zebraniu dziesięciu wyznawców i uzyskaniu rekomendacji władz lokalnych. W Tanzanii obowiązują święta religijne zarówno muzułmańskie jak i chrześcijańskie. W każdym mieście nieopodal meczetu stoi kościół, a nieco dalej świątynia hinduistyczna.
Kenijski apartheid
Słowo apartheid (z języka Afrikaans – segregacja) kojarzy nam się z opresyjnym systemem, który w latach 1948-1994 obowiązywał w Republice Południowej Afryki (do 1961 roku Związku Południowej Afryki) oraz do początku lat osiemdziesiątych w Rodezji Południowej (dzisiejszym Zimbabwe). Segregacja i dyskryminacja na tle rasowym miała miejsce także w latach czterdziestych i pięćdziesiątych w Kenii, a jej bezpośrednim rezultatem było powstanie Mau-Mau, które wybuchło jesienią 1952 roku i zostało krwawo stłumione na początku 1960 roku.
Mniejszy brat sławnej Góry
Moja koleżanka weszła wczoraj na Mount Meru, dziesiątą pod względem wysokości (4566m n. p. m.) górę na kontynencie afrykańskim, położoną kilkanaście kilometrów od Aruszy w północnej Tanzanii. Ten niedoceniony w związku z sąsiedztwem z Kilimandżaro szczyt jest wart uwagi miłośników gór gdyż jest jednym z niewielu czynnych wulkanów w Afryce (ostatnia erupcja miała miejsce około100 lat temu). Położony w centrum Parku Narodowego Aruszy zachwyca fauną (można zaobserwować około 400 gatunków ptaków) i florą. Oto kilka powodów, dla których warto wybrać Mt Meru:










