zdjecie-Mikołaj-w-Afryce  

Święta w Afryce

zdjecie-Mikołaj-w-AfryceŚwięta Bożego Narodzenia spędziłam w Afryce tylko raz. Było to siedem lat temu w Senegalu. Dwukrotnie, w zeszłym roku i dwa lata temu, wyjechałam z Tanzanii tuż przed świętami, więc miałam okazję obserwować przygotowania do tego święta.

To co mnie niebywale śmieszyło, to choinki na plażach, i Mikołajowie chodzący ubrani od stop do głów w ponad trzydziestostopniowym upale.

W Senegalu wszyscy życzyli sobie Wesołych Świąt, mimo że to kraj muzułmański (ponad 90% Senegalczyków wyznaje islam). Spikerzy telewizyjni po każdej audycji składali życzenia, wszystkie gazety ilustrowane były świątecznymi ozdobami. Na pasterkę przyszło tylu ludzi, że wokół kościoła trzeba było wystawić dodatkowe ławki, choć część osób podczas mszy zasnęła (powody są różne… i to, że msze w Afryce trwają min. 2h i to, że odprawiane są po francusku – w przypadku Senegalu, języku który nie jest powszechnie znany).


zdjecie-nagobrek-cmentarz-w-Tengeru  

O dniu zmarłych w Tanzanii – wspomnienie

zdjecie-nagobrek-cmentarz-w-Tengeru1 listopada w Tengeru, w niewielkiej miejscowości w północnej Tanzanii, co roku z okazji dnia zmarłych odprawiana jest polska msza. Celebrują ją misjonarze: franciszkanie, werbiści, księża diecezjalni. Zjeżdżają się na nią Polacy zamieszkujący Aruszę, Moshi, i inne okoliczne miejscowości, niektórzy pokonują większe odległości przybywając z Dar es Salaam czy z Nairobi, a nawet z innych krajów (Polska, Francja, Kanada, itd.).

 

Tengeru położone jest u stóp góry Meru na wysokości ponad 2000 metrów nad poziomem morza. Polski cmentarz znajduje się na terenie Instytutu Hodowli Bydła (Livestock Training Institute Tengeru), na którego terenie w latach 1942-1952 funkcjonował obóz przejściowy dla polskich wychodźców ze Związku Radzieckiego.

 

Z Moshi do Tengeru jedzie się nieco ponad godzinę (w zależności od umiejętności kierowcy i liczby pasażerów w autobusie). Po dojechaniu do miejscowości należy przechodząc obok jednego z największych bazarów Afryki Wschodniej dojść do bram Instytutu. Następnie zapytać jednego ze studentów bądź też wypatrywać drogowskazów, biało-czerwonych tablic, które nadają swojskości temu miejscu i wskazują drogę na cmentarz.

 

Na kilka dni przed mszą franciszkanie przygotowują miejsce, sprzątają wokół nagrobków (głównie gałęzie drzew i spadłe liście). Pomagają również przyjechać do Tengeru starszym ludziom (Polakom) mieszkającym w okolicy. Troszczą się o Pana Edwarda, ostatniego zamieszkującego w Aruszy „obozowicza”, który w zamian za pomoc obdarowuje duchownych produkowanymi przez siebie kiełbasami i żółtymi serami. Pan Edward jest niezwykle ciekawą postacią. Po mszy, podczas rozmowy udało nam się do niego „wprosić”, obiecując szarlotkę (w wydaniu bananowym) oraz inne zafrykanizowane polskie specjały (np. placki ziemniaczane z dodatkiem zanzibarskich przypraw – pycha!). Msza była również okazją do poznania wszystkich misjonarzy pracujących w okolicy. Naszym ulubieńcem został ksiądz Marek, mieszkający w wiosce masajskiej oddalonej o 150km od Aruszy, do którego także za kilka tygodni udaliśmy się z wizytą.

 

Ale to co na tym cmentarzu jest najbardziej niewiarygodne, nietypowe… a zarazem takie nasze i swojskie to te symbole polskości (orzełki, polskie flagi, herby miast: Warszawy, Gdańska, Poznania, Krakowa, Wrocławia, polskie napisy) i las… prawdziwy las (nie jakaś tam tanzańska, a właściwie masajska sawanna), które sprawiają że w sercu Afryki Wschodniej, choć przez chwilę, przez parę godzin… „afrykańska ziemia, Polską nam była”.


Zdjecie-samolot  

O podróżowaniu samolotami

Weekendowe podróże pociągiem do Wrocławia skłoniły mnie do wspomnień, a kilka przygód latając to tu to tam już miałam…

 

Po pierwsze: overbooking

Ta historia z Tanzanią ma niewiele wspólnego, ale wydarzyła się zaledwie dwa tygodnie temu i zdarzyć się może podczas podróży lotniczych każdemu, a im dalej tym zawierany „deal” może wydać się bardziej kuszący. Overbooking to sytuacja gdy linia lotnicza sprzedaje więcej biletów na dany lot niż jest miejsc w samolocie. Wówczas pasażerowie, którzy już się w nim nie mieszczą dostają propozycję od linii lotniczych: okrągłą sumę (250, 400 lub 600 euro – w zależności od tego jak daleko jest miejsce naszej destynacji) i  propozycję alternatywnego połączenia lub powrotu następnego dnia tym samym połączeniem (z nocą w hotelu na koszt linii lotniczych). Nam zaproponowano obowiązkowe 250 euro (linie lotnicze są zobligowane przepisami prawa do zapłacenia pasażerom rekompensaty) i lot do Warszawy przez Dusseldorf. Przystaliśmy na tę propozycję… ale niestety przez opóźnienie pierwszego samolotu, spóźniliśmy się na drugi, więc w końcu wracaliśmy z czeskiej Pragi, przez Dusseldorf i Dortmund, samolotem i pociągiem a nasza podróż wydłużyła się o bagatela 15h (zdążyliśmy pokłócić się z kilkoma osobami na lotnisku – głównie z przedstawicielami linii lotniczych, którzy uznali że nasze spóźnienie się na drugi samolot wyniknęło z winy: LOTNISKA, i zwiedzić dworce kolejowe w Dusseldorfie i Dortmundzie).

 

Po drugie: zgubiony bagaż

Już kilka razy zdarzyło mi się nie odnaleźć swojego bagażu na lotnisku docelowym… Przyczyny były różne. Po raz pierwszy zdarzyło się to gdy wracając z jednego z krajów Afryki, podczas check-in’u okazało się, że nie ma mnie w systemie i mój bagaż dostał  pomarańczową karteczkę „stand-by” i pomimo tego, iż odnaleziono mnie w systemie, mój bagaż pozostał, z ową piękną karteczką na lotnisku. Zainteresowano się nim dopiero, gdy będąc już w Warszawie zgłosiłam jego zaginięcie. Samoloty z krajów Afryki nie latają co dziennie, dostałam go dopiero kilka dni później.

Innym razem wracałam przed świętami Bożego Narodzenia z Dar es Salaam do Warszawy z przesiadką w Zurychu. Jak dobrze wszystkim wiadomo loty międzykontynentalne obsługują duże samoloty zaś, między miastami Europy latają znacznie mniejsze maszyny. Przed świętami, ludzie wracają do domów z różnych zakątków świata (Nowy Jork, Montreal, Sydney no i Dar es Salaam oczywiście), z większą niż zazwyczaj ilością bagażu… No i niestety bagaże kilkorga pasażerów (w tym i mój ukochany plecaczek) nie zmieściły się w Zurychu do mniejszego samolotu. Miłe było to, że obsługa lotniska poinformowała nas o tym już w Zurychu, dzięki czemu oszczędziliśmy czasu na szukanie bagaży w Warszawie. 

Trzecia sytuacja, która się wydarzyła była do uniknięcia. Moja mama leciała mnie odwiedzić w Tanzanii, z przesiadką w Brukseli. Niestety pierwszy samolot opóźnił się… i o ile ona sama zdążyła przesiąść się o tyle obsługa lotniska nie zdążyła przełożyć wszystkich bagaży (i tu sugestia by jednak wybierać połączenia, gdzie czas oczekiwania na drugi lot wynosi min.  godzinę). Sytuacja była o tyle skomplikowana, że w rezultacie moja mama przez kilka dni nie miała swoich rzeczy, a był to listopad i różnica temperatur wynosiła 30 stopni i że już następnego dnia po jej przylocie musiałyśmy wrócić z Nairobi do Aruszy (więc z Kenii do Tanzanii). Udało się jednak, dzięki pomocy kilku osób, bez problemów i nawet za darmo J, przewieźć walizkę z jednego kraju do drugiego i nawet przedstawiciele linii lotniczych dzwonili kilkukrotnie „w trosce o klienta i jego mienie”.

 

Latać samolotem nadal lubię i chyba nawet bardziej niż poprzednio. Jazda pociągiem też należy do moich ulubionych zajęć, choć wolę by była to moja decyzja nie wynikająca z faktu, iż uciekł mi samolot i: linie lotnicze umywają ręce, inne połączenia lotnicze są mega drogie, na lotnisku w Warszawie trwa w sobotę remont, a ja chcę jak najszybciej dostać się do Warszawy. No ale przygody urozmaicają życie!

Korzystając z okazji pozdrawiam moich współtowarzyszy podróży (z Pragi przez Dusseldorf i Dortmund do Warszawy), bo jak mieć przygody to w doborowym towarzystwie J.  

 

 

 

 

 

 

 

 


zdjecie-ksieza-podczas-mszy  

Muzułmanie i Chrześcijanie w Tanzanii

zdjecie-ksieza-podczas-mszyPonad czterdzieści milionów mieszkańców Tanzanii… różne grupy etniczne, różne zwyczaje, różne religie. Konstytucja Tanzanii zapewnia wolność wyznania każdemu obywatelowi. Umożliwia również zakładanie nowych ruchów i wyznań, po zebraniu dziesięciu wyznawców i uzyskaniu rekomendacji władz lokalnych. W Tanzanii obowiązują święta religijne zarówno muzułmańskie jak i chrześcijańskie. W każdym mieście nieopodal meczetu stoi kościół, a nieco dalej świątynia hinduistyczna.


zdjecie-Meru  

Mniejszy brat sławnej Góry

zdjecie-MeruMoja koleżanka weszła wczoraj na Mount Meru, dziesiątą pod względem wysokości (4566m n. p. m.) górę na kontynencie afrykańskim, położoną kilkanaście kilometrów od Aruszy w północnej Tanzanii. Ten niedoceniony w związku z sąsiedztwem z Kilimandżaro szczyt jest wart uwagi miłośników gór gdyż jest jednym z niewielu czynnych wulkanów w Afryce (ostatnia erupcja miała miejsce około100 lat temu). Położony w centrum Parku Narodowego Aruszy zachwyca fauną (można zaobserwować około 400 gatunków ptaków) i florą. Oto kilka powodów, dla których warto wybrać Mt Meru:


zdjecie-meczet-w-Moshi  

Początek Ramadanu

zdjecie-meczet-w-Moshi11 sierpnia zaczął się ramadan, miesiąc postu dla muzułmanów. Na Zanzibarze, którego większość mieszkańców to wyznawcy islamu, podczas ramadanu życie płynie inaczej. Po zmroku, w lokalnych knajpkach i na ulicach rozpoczyna się wielka uczta, która trwa nieprzerwanie do wschodu słońca. W ciągu dnia więcej czasu niż zwykle poświęca się na odpoczynek, a w godzinach modlitw ulice wyludniają się, poza okolicami meczetów, koło których zbiera się wielu wiernych. Ramadan to okres, w którym muzułmanie nie piją alkoholu, nie palą tytoniu, nie odbywają stosunków płciowych.

W tym roku koniec ramadanu przypada na 9 września. Następujący po nim dzień jest wolny od pracy, to święto (jedno z najważniejszych w islamie)


 

Skąd się wzięła „Tanzania”?

Nazwa Tanzania powstała z połączenia dwóch słów: Tanganika i Zanzibar. Dlaczego Tanganika? Od nazwy jeziora na granicy Tanzanii, Demokratycznej Republiki Konga, Burundi i Ugandy. A jaka jest etymologia słowa Zanzibar? Nazwa ta pochodzi od zestawienia dwóch arabskich słów: Zangi – Czarny, Bar – miejsce, czyli Zanzibar to miejsce w którym mieszkają ludzie o ciemnym kolorze skóry.


zdjecie-nagrobek-tengeru  

„Polskie plemię” u podnóża góry Meru

zdjecie-nagrobek-tengeru„Polskie Sieroty z Tengeru” to tytuł książki, którą kilka dni temu zakupiłam w jednej z warszawskich księgarni. W Tengeru, niewielkiej miejscowości nieopodal Aruszy, w czasie II wojny światowej znajdował się w obóz polskich wychodźców.

Temat ten już poruszałam, ale warto poświęcić nieco więcej uwagi temu jak wyglądało życie obozowe dzieci, które po trudach życia w Związku Radzieckiego i długiej, męczącej drogi trafiły do Tengeru – „do Raju” w środku Afryki.

Każde dziecko chodziło do szkoły, w której panowała surowa dyscyplina. Liczne wycieczki do Wodospadów Wiktorii, na strusią farmę czy do parków narodowych były uzupełniającymi środkami dydaktycznymi. Ważną rolę odgrywało także harcerstwo. Po szkole dzieci chodziły nad jezioro Duluti, znajdujące się nieopodal obozu, a w weekend uczestniczyły w pokazach filmowych. Chłopcy grali w piłkę nożną, siatkówkę, koszykówkę, a także w kapsle. Na terenie obozu dzieci miały też do dyspozycji dwie sale zabaw, w których znajdowały się pianino, stół pingpongowy, gramofon z  zapasem płyt, komplety szachów i warcabów oraz biblioteczka.


zdjecie-symbol-CCM  

Ojciec Narodu – Juliusz Nyerere (cz. 2)

zdjecie-symbol-CCMJulius Kambarage Nyerere, Baba ya Tafia – Ojciec Narodu, którego wizerunek wisi obok portretu obecnego prezydenta Tanzanii, w każdej instytucji w tym kraju.

Najważniejszym dokumentem, manifestem ideologicznym, tanzańską „zieloną książeczką” CCM (Chama cha Mapunduzi) była „Deklaracja z Aruszy” ogłoszona w 1967 roku. U podstaw systemu leżały równość, prawo do godności i szacunku, wolności poglądów, wierzeń religijnych, stowarzyszania się i bogactw naturalnych kraju. Podkreślono również, że pomoc zagraniczna prowadzi do uzależnienia i ograniczenia suwerenności.


zdjecie-Nyerere  

Ojciec Narodu – Juliusz Nyerere (cz. 1)

zdjecie-NyerereJulius Kambarage Nyerere, Baba ya Tafia – Ojciec Narodu, którego wizerunek wisi  obok portretu obecnego prezydenta Tanzanii, w każdej instytucji w tym kraju.

Urodził się w kwieniu 1922 roku, nieopodal miasta Butiama,  jako dwudzieste szóste dziecko szefa wioski Zanaki.   Ukończył z wyróżnieniem szkołę podstawową i średnią, by podjąć studia w pierwszej szkole wyższej w Afryce, Uniwersytecie Makarere. Kilka lat później uzyskał także stypendium, które umożliwiło mu studia w Uniwerytescie w Edynburgu. W 1952 roku uzyskał tytuł magistra ekonomii i historii na szkockiej uczelni.

Podczas studiów w Europie środowisko intelektualne afrykańskich immigrantów i liczne lektury ukształtowały poglądy Juliusza Nyerere. Po powrocie do Tanganiki podjął pracę jako nauczyciel historii, angielskiego i suahili w jednej ze szkół nieopodal Dar es Salaam. W 1953 roku został przewodniczącym TAA (Tanganyika African Association),





zdjecie-taifa-stars  

Futboli ya Taifa Stars

zdjecie-taifa-starsTaifa Stars – Gwiazdy Narodu, to popularna nazwa reprezentacji narodowej w piłce nożnej w Tanzanii. Drużyna odnosi umiarkowane sukcesy na stadionach krajów kontynentu afrykańskiego. Do najważniejszych zaliczymy grę w Pucharze Narodów Afryki w 1980 roku w Nigerii, a także zwycięstwo w regionalnym pucharze Afryki Wschodniej i Centralnej w 1974 i 1994 roku.

Większość piłkarzy drużyny narodowej gra w lokalnej ekstraklasie. Wiodący klub Simba FC odnosi znaczące sukcesy w Afrykańskiej Lidze Mistrzów.