W Indiach kino jest czymś znacznie więcej niż w Europie czy USA, urasta wręcz do rangi narodowej rozrywki, przewyższa nawet krykiet – ulubiony hinduski sport. O popularności bollywoodu w jego rodzimym kraju świadczy m.in. największa na świecie ilość sal kinowych (sięgająca około 30 tysięcy), które zapełniają się codziennie! Szacuje się, że każdego dnia, przed wielkim ekranem zasiada kilka milionów ludzi, czekających z niecierpliwością na swój upragniony film. Zazwyczaj widzowie znają już treść jego piosenek, gdyż są one puszczane „na okrągło” jeszcze w trakcie produkcji i nierzadko decydują o sukcesie filmu. 
Trzeba wiedzieć, że owe wstawki muzyczne są niesamowicie ważną częścią bollwoodzkich filmów, pomagają one zobrazować uczucia i emocje bohaterów, w niezwykle barwny i zmysłowy sposób. W ich trakcie przenoszą się oni w zupełnie inny, egzotyczny świat, całkowicie oderwany od reszty filmu. Przykładowo, nagle aktorzy znajdują się nad morzem, w górach czy na pustyni, ubrani w zupełnie inne, zazwyczaj bardzo seksowne stroje. Przez całą piosenkę tańczą i śpiewają do siebie, opowiadając o swych pragnieniach, troskach i uczuciach. Aby było bardziej widowiskowo, w tle pojawiają się dziesiątki, a nawet setki statystów (coraz częściej białych) tańczących przeróżne układy synchroniczne, łączące w sobie tradycyjne elementy kultury indyjskiej z nowoczesnym, zachodnim tańcem. Często hity te pokazywane są w indyjskim MTV, a nawet konkurują o najwyższe miejsca na listach przebojów.
W większości kin przed rozpoczęciem seansu puszczany jest hymn narodowy, po którym dopiero zaczyna się film. Świadczy to o ogromnym patriotyzmie oraz dumie hindusów ze swojego kraju, co pokazywane jest w każdej bollywoodzkiej produkcji. Ważne jest dla nich, by rodzime kino w kwestii religii, tradycji i kultury pozostało czysto indyjskie i nie podlegało żadnym zachodnim wpływom.
Bollywoodzkie filmy określa się często mianem „masala movie”, gdyż naraz pomieszane są w nich różne konwencje, style i gatunki filmowe. Komediowa scena potrafi nagle przeobrazić się w dramat czy horror, a następnie w kolorowy musical. Jedno jest pewne – emocji nie brakuje! Czasem tylko można mieć wrażenie, że reżyser, tworząc swe dzieło, w pewnym momencie sam się nieco pogubił i nie do końca wiedział jak doprowadzić wszystkie wątki do końca. Efektem tego jest całkowicie oderwane od reszty, niezbyt logiczne rozwiązanie, uwieńczone jednak barwnym i błyskotliwym hitem. Widz śpiewa, klaszcze w dłonie i po chwili nie pamięta, że coś było nie tak. Najważniejsza jest rozrywka!
Bollywoodzki film ma być bajką, pokazywać inny, wspaniały świat, pełen przepychu oraz pięknych i bogatych ludzi, świat zupełnie odrealniony od prawdziwej indyjskiej rzeczywistości… Ma on bawić, wzruszać, uczyć i przede wszystkim dawać ludziom nadzieję na lepsze jutro…



dem ilości produkowanych filmów jak i swej rosnącej popularności. Najwięcej filmów kręci się w Mumbai, dawnym Bombaju, dlatego jego nazwa powstała z połączenia dwóch wyrazów: „Bombaj” i „Hollywood”, kojarzącym się przede wszystkim z produkcją filmową. Po raz pierwszy określenia tego użył jeden z indyjskich krytyków twierdząc, że rodzime kino jest porównywalne z amerykańskim. Miano to szybko się przyjęło, najpierw w Indiach, a potem na całym świecie. Nazwa ta odnosi się nie tylko do filmów powstałych w Mumbai, ale także w Madrasie i Kalkucie, które również szczycą się ogromną produkcją filmową.
są takie elementy jak zdrada, adopcja, choroba, sieroctwo, itd. Wprawdzie fabuła bollywoodzkich filmów jest dosyć monotonna, a koniec łatwy do przewidzenia, jednak nie to jest w nich najważniejsze. Hindusi nie potrzebują ambitnego kina, ale raczej kilkugodzinnej rozrywki, dlatego największe znaczenie mają w Bollywoodzie są stroje, dekoracje, muzyka i oczywiście piękni aktorzy i aktorki. Podyktowane jest to tym, że większość mieszkańców subkontynentu na co dzień zmaga się z życiem, ledwo wiąże koniec z końcem, a indyjskie produkcje to nierzadko dla nich jedyna atrakcja, podczas której mogą choć na chwilę zapomnieć o własnych problemach i przenieść się w kolorowy świat pięknych bohaterów. Ponieważ zaś wszystkie filmy przepełnione są muzyką, oglądaniu ich towarzyszą zazwyczaj tańce i śpiewy, nawet na sali kinowej czy w lokalnych dalekobieżnych autobusach.
subkontynentu. Jednym z najlepszych przykładów jest Shahrukh Khan – czarujący 40-latek o uroku niemowlaka i zniewalającym uśmiechu, uważanym za reinkarnację Ganeszy (hinduskiego boga z głową słonia). Jest on najczęściej pokazywaną osobą w telewizji, gra w każdym prawie że filmie, teleturnieju, programie, a do tego reklamuje niemalże wszystko – od Pepsi Coli począwszy na samochodach skończywszy. Ostatnio niesamowitą popularnością cieszy się również Salman Khan, ogłaszany przez wielu bollywoodzkich miłośników drugim najpiękniejszym człowiekiem na świecie. Kto jest tym pierwszym? Tego nie wie nikt… 
Kiwanie. Charakterystyczne dla hindusów kiwanie głową na boki, spotykane w Indiach na każdym kroku, wygląda jakby mięli oni o jedną kość w szyi więcej.
Wyglądają one zupełnie inaczej niż w Polsce – są dosyć chude i kanciaste. Nie należy się ich jednak obawiać (gdyż są całkowicie nieszkodliwe), a raczej uważać na pozostawiane przez nie „placki”. Zwierzęta te potrafią czasem być dosyć uparte i przykładowo nie schodzić z drogi, torując przejazd nawet na kilka godzin. Ponieważ zaś są uważane za święte, kierowcy nie mogą ich stamtąd zabrać siłą więc cierpliwie czekają w samochodach, aż same odejdą…
Ciekawostką jest, że wspomniane wcześniej krowie „placki” wykorzystywane są w wielu domach, zwłaszcza tych najbiedniejszych, do rozpalania ognia. Najpierw suszy się je, zazwyczaj na ścianach domów, chatek czy murów, a potem używa jako podpałki.
przyjezdnych dosyć szokujące. Widok trzymających się za ręce mężczyzn czy objętych chłopców jest tutaj czymś zupełnie normalnym i wynika przede wszystkim z mocno ograniczonych stosunków damsko-męskich, które w wielu miejscach Indii są do dzisiaj tematem tabu. Nie rzadko zdarza się zobaczyć patrolujących ulice policjantów, ściskających się za ręce, co wywołuje wielki uśmiech na twarzach podróżujących po Indiach obcokrajowców.
Jednym z powodów, dla którego warto jest odwiedzić subkontynent jest indyjska kuchnia, zazwyczaj pikantna, ale bardzo smaczna i różnorodna. Szczególnie polecam lokalne knajpki lub uliczne stragany, gdzie można z ciekawością przyglądnąć się pracy kucharza, a do tego jedzenie jest świeże, dobre i bardzo tanie.
sosie z masłem i śmietaną albo vegetable kofta – warzywne kulki, ugotowane w gęstym sosie, najczęściej podawane z ryżem albo chapati (plackami ulepionymi z wody i mąki). Godne polecenia jest również Thali – dosłownie „talerz” pełen ryżu, chapati oraz malutkich miseczek, w których zazwyczaj znajduje się sabdżi (gotowane warzywa), dal (soczewica) i curd (jogurt). Danie to jest jednym z najpopularniejszych i najtańszych w Indiach, serwowanym dosłownie wszędzie, najtaniej zaś w lokalnych dabach – knajpkach bez menu, gdzie je się tylko to, co akurat jest w garnkach.
Inną warta poruszenia kwestią jest podejście lokalnych do ich wyrobów kulinarnych i ewentualnego ingerowania ze strony turystów w sposób ich przyrządzania. Z własnego doświadczenia wiem, że wprowadzanie jakichkolwiek zmian w indyjskim menu, często kończy się niemałym zamieszaniem i ogromnym niezadowoleniem ze strony miejscowych kucharzy. Pamiętam jak kiedyś zamawiając dwie parathy poprosiłam grzecznie kucharza, który na moich oczach je przygotowywał, by jednej z nich nie obtaczał w jajku. Nie wiedziałam wówczas, że ta niewielka (w moim odczuciu zmiana) wywoła następujący efekt – momentalnie nastała cisza i wszystkie oczy z wrogim prawie że spojrzeniem zwróciły się w moją stronę, kucharz rzucił patelnią i coś tam wykrzykiwał do kasjera, który powiedział, że w takiej sytuacji zapłacę więcej (mimo, że de facto zaoszczędził na jednym jajku!)… Od tej pory biorę to co jest, nie wybrzydzam, nie ulepszam…:)
Indii, kobiety noszące wielkie toboły, z gracją balansujące na ich głowach, uliczny gwar, będący mieszanką klaksonów, krzyczących sprzedawców, rikszy, rowerowych dzwonków i krów oraz unoszący się w powietrzu zapach przypraw, kadzidełek i przygotowywanych na ulicy egzotycznych dań.
Większość indyjskich ulic przypomina wielobarwne targi, na których można kupić dosłownie wszystko – od niewielkich błyskotek i ciuchów po zakazane używki i viagrę. Sprzedawcy już z daleka zaczepiają nadchodzących przechodniów, zachwalając swe towary i ich niewiarygodnie niską cenę, która po wejściu do sklepu natychmiast wzrasta. 

Aby właściwie poznać Indie i dobrze się w nich czuć, należy zacząć od zrozumienia mentalności jego mieszkańców, znacznie różniącej się od naszej.
Wystarczy jednak uśmiechnąć się i skinąć głową, a na twarzy obserwatora pojawia się szeroki uśmiech, po którym najczęściej dochodzi do krótszej bądź dłuższej wymiany zdań. I tu pojawia się kolejna kwestia – zadawanie wysoce nietaktownych, w odczuciu Europejczyków, pytań o religię, wiek, wysokość zarobków, stan cywilny, ilość dzieci albo powód ich braku. Tutaj jest to zupełnie normalne i wynika jedynie ze wspomnianej ciekawości świata, nie należy się więc oburzać ani obrażać. Najlepiej jest odbić piłeczkę i pytać ich o to samo, co zostanie przyjęte z radością i potraktowane jako wyraz wzajemnego zainteresowania. 
Prawie każde bardziej turystyczne miejsce w Indiach ma swój „przekręt”. Przykładowo w Puszkarze żebracy proszą o kupno chapati, które okazuje się kosztować sto pięćdziesiąt rupii zamiast pięćdziesięciu. Następnie wskazują konkretny sklep, gdzie chcą je kupić, po czym (gdy tylko dobroczyńca zniknie im z oczu) wracają, oddają towar i otrzymują w zamian połowę pieniędzy. Takim sposobem zarabia również, współpracujący z żebrakami, sprzedawca. W związku z powyższym, należy być czujnym, zaś osoby chcące udzielić pomocy, powinny wcześniej skontaktować się z lokalną organizacją charytatywną, która najlepiej będzie wiedziała kto najbardziej jej potrzebuje.
Podróżników z całego świata przyciąga do Indii pragnienie zobaczenia tego wspaniałego kraju, słynącego z bogactwa kolorów, smaków i zapachów, po którymś niegdyś podróżowali Marco Polo czy Vasco da Gama. Przygotowujemy się do podróży, czytamy przewodniki, by jak najwięcej dowiedzieć się o subkontynencie, nie zdajemy sobie jednak do końca sprawy z tego, jak bardzo nasza kultura, przyzwyczajenia i mentalność różnią się od indyjskiej.
Kolejną szokującą nas rzeczą jest wszechobecny tłum. Wprawdzie wiemy, że Indie to drugi na świecie kraj pod względem liczby ludności, jednak dociera to do nas dopiero wtedy, gdy doświadczamy tego na własnej skórze. Najczęściej pierwszym zetknięciem z indyjską społecznością jest wyżej wymienione lotnisko bądź dworzec, na którym prawie zawsze można zobaczyć dziesiątki hindusów tłoczących się przy kasach biletowych. I tu dostrzegamy kolejną różnicę – przepychanie się jeden przez drugiego, co u nas uznawane jest za kompletny brak kultury, tutaj jest czymś całkowicie naturalnym i aby kupić bilet również należy się pchać. Inaczej skończymy stojąc w tym samym miejscu po kilku godzinach toczenia się, pocenia i innych konsekwencji. Podsumowując – podróżując po Indiach możemy być pewni, że nigdy nie będziemy czuli się samotnie.