Peru - autobus  

Kolejne wypadki na drogach Boliwii i Chile

Jak donoszą boliwijskie media, pod La Paz miał miejsce wczoraj tragiczny w skutkach wypadek samochodowy. Co szczególnie interesujące dla nas, Polaków, w wypadku obrażenia odniosło czworo polskich turystów. Dwie kobiety są poważnie ranne. Konsul ambasady RP w Limie poinformował, że „w najbliższych godzinach zostaną one przetransportowane awionetką do kliniki w Santa Cruz”.

Zdarzenie miało miejsce w niewielkiej miejscowości San Cristobal, na wschód od stolicy kraju. W wypadku brały udział turystyczne jeepy. Uczestnicy nadal przebywają w San Cristobal. Dojazd do miejscowości jest utrudniony.

Zaledwie dwa dni wcześniej znacznie tragiczniejszy w skutkach wypadek miał miejsce w Chile. Wszystko działo się nad ranem – ok. godziny 7.45 (11.45 czasu polskiego). 70 km na zachód od chilijskiego Santiago autokar firmy Turbus wjechał na sąsiedni pas i zderzył się z jadącą w przeciwnym kierunku ciężarówką. Na miejscu zginęło co najmniej 18 osób, a 23 zostało rannych. Stan dziewięciu rannych jest krytyczny. Lekarze twierdzą, że bilans ofiar może wzrosnąć.


Peru - autobus  

Kolejne śmiertelne żniwo peruwiańskich dróg

O fatalnym stanie peruwiańskich dróg pisałem już nie raz. Szczęśliwi ci, którym odwołano kurs z powodu osuwisk, czy lawin błotnych. Nie wszyscy mają tyle szczęścia.

W ostatnim czasie na terenie Peru miały miejsce kolejne tragiczne w skutkach wypadki autobusowe. Wpierw 10 sierpnia na północy Peru, w prowincji Gran Chimu autokar linii Kurrungo spadł w ponad dwustumetrową przepaść. Rzecz działa się ok. 9:30 rano czasu lokalnego. Zginęły 22 osoby. 25 pasażerów zostało rannych. To kolejny makabryczny wypadek z udziałem linii Kurrungo. W zeszłym roku autokar tej samej korporacji runął w przepaść powodując tym samym śmierć 23 pasażerów. Demoniczny chichot historii polega na tym, że miejsce ówczesnego wypadku jest zlokalizowane bardzo niedaleko tego, w którym właśnie zdarzyło się ponowne nieszczęście.


Argentyna - plakaty o Cerro Torre  

Cerro Torre i Fitz Roy w Parku Los Glaciares. Po raz pierwszy.

Przystanek. 10 rano. Autobus staje przy małym gospodarstwie, przypominającym amerykańskie ranczo. Wewnątrz drewnianej chaty zaadoptowanej na potrzeby sympatycznej knajpki wiszą na ścianach czarno-białe strony gazet. Podchodzę bliżej. 1959 rok. Na okładce zdjęcie Cesare Maestriego – świeżego zdobywcy najtrudniejszej ściany świata, Cerro Torre. Zaraz obok kolejne wydania dziennika, w którym wypowiadają się słynni alpiniści – sceptycy tego wejścia. Wszystkie one – zdjęcia, dyplomy, pierwsze strony zabytkowych dziś gazet – wstawione są w szklane antyramy. Czuję narastające napięcie. Ta pośpieszna, zupełnie przypadkowa i nieplanowana wizyta w tym „muzeum Cerro Torre” powoduje, że serce bije coraz mocniej. Czuję, że to „coś” jest coraz bliżej. Nie spodziewam się jednak, że…


Argentyna - pampa pod El Chalten  

Ruta 40, czyli droga do El Chalten

Autobus do El Chalten odjeżdża punktualnie – o 7:30 rano. Opuszcza El Calafate pełen. Za przejażdżkę pełną wertepów Rutą 40 zapłacimy 60 pesos. Na pierwszy rzut oka to dużo. Ale gdy wyjedziemy poza zasięg asfaltowych nitek wypełniających region El Calafate, poznamy na własnej skórze (zwłaszcza pokrywającej co bardziej okrągłe części naszego niemiłosiernie obitego ciała), że dla autobusu to podróż niczym przez 3 000 km po równym asfalcie.


zdjecie-plakat  

W najbliższy weekend: Afryka w Warszawie

W najbliższy weekend odbędą się w Warszawie obchody Dnia Jedności Afrykańskiej. Święto to przypada na 25 maja i upamiętnia ten dzień w 1963 roku, gdy przywódcy kilkudziesięciu państw afrykańskich utworzyli organizację międzynarodową skupiającą wszystkie kraje tego kontynentu, Organizację Jedności Afryki, poprzedniczkę istniejącej obecnie Unii Afrykańskiej.

W tym roku, Afro-Autobus, którą pojadą muzycy, artyści i mieszkańcy Warszawy pochodzący z Afryki, odwiedzi warszawskie dzielnice – kolejno – Żoliborz, Bemowo, Ursynów, Mokotów i Pragę Południe. W każdej z nich autobus zatrzyma się by poczęstować Warszawiaków przysmakami kuchni senegalskiej, uraczyć muzyką, zachwycić tańcem, porozmawiać, pośmiać się i pobawić.


Chile - droga  

Z Puerto Natales do El Calafate

Niespełna trzy godzinki jazdy i znów cywilizacja. Znów zimne piwo. Znów sklep z przyzwoitą (sic!) ceną pieczywa – o ile 7 PLN za bochenek można uznać za cenę przyzwoitą. Eh, zachciało się Patagonii, to teraz trzeba płacić.

Pod względem cenowym Patagonia kształtuje się na poziomie francuskim. I nie ma tutaj absolutnie żadnej przesady. By tutaj przetrwać i nie stracić mojego całego zapasu gotówki przeznaczonego na wyjazd, naprawdę zaciskam pas. Makaron, bułka, makaron, bułka, makaron… No, dobra. Raz na trzy-cztery dni małe piwko. ;)


Chile - droga z Torres del Paine  

Wyjazd z Torres del Paine

Wyjazd z parku Torres del Paine nie nastręcza większych trudności. W przypadku zakończenia trekkingu w bazie Refugio Pehoe udajemy się na jeden z trzech promów. Tym popłyniemy pod przystanek autobusowy Lago Pehoe, z którego zabierze nas autobus do Puerto Natales. W naszej sytuacji sprawa ma się nieco inaczej. Z campingu Las Torres raczej nic nie pływa. Tutaj, by dostać się na jeden z punktów trasy autobusu do Puerto Natales, konieczne jest skorzystanie z usług lokalnych przewoźników busikowych.

Tablica z rozkładem jazdy znajduje się na zachodnim krańcu zabudowań. Najprościej będzie zapytać się przesympatycznych członków załogi obsługującej pobliski hotel (z jedynym dostępnym sklepikiem). Busiki są ściśle skorelowane z rozkładem jazdy autobusów do Puerto Natales. Jedne czekają na drugie. Jeśli zatem uda się nam załapać na którykolwiek z busików, możemy mieć już pewność – dziś znajdziemy się w Puerto Natales.


Chile - Puerto Natales  

Puerto Natales

W Puerto Natales leje nadal. Wybiegamy z autobusu na małym placyku, który najwidoczniej robi jednocześnie za tutejszy dworzec. W oddali majaczy się ciemny zarys okolicznego jeziora. Ponoć znajduje się gdzieś tam camping. Wizja rozkładania namiotu w takiej ulewie w ogóle mnie nie przekonuje. Chyba się nieco rozpieściłem w tym Buenos.

Pokusę spędzenie paru godzin w suchej pościeli dodatkowo wzmaga widok, że co drugie drzwi w tej miejscowości to drzwi hostelu. W miarę przystępnych cenach. Najtańszy, jaki udaje mi się znaleźć ceni się na 25 PLN za osobę. Znośnie. Zwłaszcza jak na patagońskie ceny, o których już wkrótce będzie okazja wspomnieć nieco szerzej. Pakujemy zatem swoje mokre plecaki do małej klitki (maksymalnie 4 na 3 metra), którą mamy dzielić z dwójką Francuzów. Dwa wstawione piętrowe łóżka praktycznie blokują możliwość jakiegokolwiek ruchu w pokoju. Dobrze, że przynajmniej da się zamknąć drzwi. Stop! Nie narzekajmy. W końcu podróżujemy na tanią kieszeń, prawda? ;)


Argentyna - szosa do Patagonii  

Podróż do Patagonii

Każdy wie, jak wygląda noc po Nocy Sylwestrowej. Jest baaaardzo krótka. Śpimy zatem do oporu. Dziś już nic nas nie goni. Plecaki czekają zapakowane. Ubrania uprane. Campigazy zakupione. Jedzenie również. Słowem: jesteśmy gotowi na górskie wyzwania. A, że autobus dopiero wieczorkiem, nie ma się co spieszyć ze wstawaniem. ;)

Dworzec autobusowy w Buenos to wielki kolos. Pamiętajmy, że kolej w Ameryce Południowej to dziś przeżytek. W Argentynie ostały się dwie(!) linie kolejowe. W Boliwii jedna. Latynosi nie lubią ciuchci. Słynna w Polsce kolej Malinowskiego w Peru jest uruchamiana zaledwie raz w roku. Wszystko to nadaje transportowi autobusowemu rolę kluczową.


Argentyna - kolejki  

Przejedźmy się po Buenos!

Przejedźmy się po Buenos!Dziś pojedziemy na miasto sami. A co! To będzie nasz „chrzest”. Odcinamy zatem pępowinę gościnności naszych argentyńskich przyjaciół i wyposażeni w plan miasta, parę pesos i dobry humor ruszamy prężnie na nieodległy przystanek autobusowy. Od tego bowiem trzeba zacząć. Zapomnijmy o wypożyczaniu samochodu. Nie warto. Po pierwsze, zabiją nas inni uczestnicy ruchu. Nie mając tutejszych nawyków nie będziemy potrafili nawet włączyć się do ruchu. Tutaj trzeba mieć tupet. A po drugie, nie opłaca nam się to finansowo. A zatem autobus!


Argentyna - autobus  

Autobusowa tragedia

To się musiało tak skończyć. Niestety. 38 zabitych. 55 rannych. Nieodpowiedzialność kierowców. Bezmyślność, Brawura. Można by wymieniać.

22 lutego 2010 zapisze się czarnymi zgłoskami w historii komunikacji Peru. Na słynnej Panaamericanie, nieopodal miasteczka Viru, dochodzi do przerażającego w skutkach zderzenia dwóch autobusów. W obu podróżowało w sumie 150 pasażerów.

Widok, jaki czekał przybywających na miejsce tragedii ratowników, zatrzymywał akcje serca. Na szutrowej drodze porozrzucane ludzkie zwłoki. Część swobodnie zwisająca z okien zmiażdżonych autobusów. Wokoło krzyki i płacz uwięzionych – szczęśliwców, którym udało się przeżyć. Sino-szara dotychczas droga przybiera coraz bardziej krwistoczerwony odcień.