Argentyna -  centrum Buenos Aires  

Centrum Buenos Aires

Zwiedzania Buenos po swojemu ciąg dalszy.

Po godzinie jazdy autobusem dojeżdżamy do centrum stolicy Argentyny. Główna część miasta to coś w stylu połączenia Nowego Jorku z Honolulu. Wieżowce po obu stronach jednokierunkowej, szerokiej, zawalonej kupą samochodów i motocykli ulicy. Budynki może i nie za piękne, ale z pewnością robiące wrażenie. Chodniki wciśnięte pomiędzy witryny sklepów a rozhuczaną ulicę zapchane są pędzącymi w swoich kierunkach portenios (tak tytułuje się mieszkańców Buenos Aires).

Mimo zapowiedzi, czuję się dość bezpiecznie. Tu grają tango, tam zagaduje mnie brazylijski kelner, tam zatrąbi na mnie taksówkarz. Miał prawo. Tak mi się nie chciało czekać na to zielone. A, że akurat musiał podjechać, to cóż.. Chyba wtapiam się w tłum. Dla Argentyńczyka bowiem coś takiego jak światło dla pieszych praktycznie nie istnieje. Zresztą, dla kierowców też tylko sporadycznie. :)


Chile - mapa przesuniec  

Ameryka przesunięta na zachód

Wszystkie dotychczasowe pomiary geodezyjno-miernicze dokonane na kontynencie szlag trafił. Okazuje się bowiem, że na skutek ostatniego trzęsienia ziemi nie tylko oś planety zmieniła położenie, przez co wszyscy co dzień będziemy tracić 1,26 mikrosekundy, ale także swoje położenia pozmieniały poszczególne miasta Ameryki Południowej.

Rekordową zmianę lokalizacji zanotowało chilijskie Concepcion. Wyliczono, że miasto przesunęło się o ok. 3,5 metra na zachód. Stolica kraju przesunęła się o 28 cm na południowy zachód. Los nie oszczędził także odległego Buenos Aires. Te przesunęło się jednak zaledwie o 2,5 cm na zachód. Zmiany położenia zanotowały także Valparaiso – 28 cm i Mendoza – 13 cm.

Już nic nie będzie takie samo. :)


Argentyna - kolejki  

Przejedźmy się po Buenos!

Przejedźmy się po Buenos!Dziś pojedziemy na miasto sami. A co! To będzie nasz „chrzest”. Odcinamy zatem pępowinę gościnności naszych argentyńskich przyjaciół i wyposażeni w plan miasta, parę pesos i dobry humor ruszamy prężnie na nieodległy przystanek autobusowy. Od tego bowiem trzeba zacząć. Zapomnijmy o wypożyczaniu samochodu. Nie warto. Po pierwsze, zabiją nas inni uczestnicy ruchu. Nie mając tutejszych nawyków nie będziemy potrafili nawet włączyć się do ruchu. Tutaj trzeba mieć tupet. A po drugie, nie opłaca nam się to finansowo. A zatem autobus!


Argentyna - kosciol  

Do kościółka!

Do kościółka!Tak się składa, że mój pierwszy dzień na nowym kontynencie przypada na niedzielę. Wieczorkiem udaję się zatem uczcić Dzień Pański. Trafiam do nieodległego, małego kościółka w dzielnicy Villa del Parque. Mały tłum rozmawia pod świątynią. Co poniektórzy kończą papierosa. Część wita się ze znajomymi. Mama ucisza płaczące dziecko. Wybija osiemnasta – czas wejść do środka.

Siadam wygodnie w jednej ze środkowych ławek. Obok mnie uchylają się drzwiczki. Wychodzi niższy mężczyzna. Typowy Latynos – skórzany pasek, modne dżinsy, złoty łańcuszek i obowiązkowe włosy na żel. Komórka na wierzchu, przy eleganckim pasku. Tak, żeby było widać, nie? Aha, o obcisłym t-shircie nie muszę chyba wspominać, prawda? ;) Podchodzi do trójki dziewcząt ze scholi. Rozmawiają krótką chwilkę. „Pewnie ich gitarzystka„ – myślę sobie. Koleś chyba jest dość popularny w tutejszej parafii. Po chwili biegnie przez pół kościoła – zobaczył znajomego. Po drodze podaje rękę przynajmniej pięciu osobom. Podchodzi do niego pani, którą wcześniej widziałem, jak usypia dziecko przed kościołem. Pokazuje mi jakieś kartki. Coś ustalają. Patrzę na zegarek. Hmmm. Dziesięć po. Ale msza chyba się odbędzie. Tyle ludzi tutaj…


Argentyna - muzyk na Defendi  

Defendi

W Warszawie mają Trakt Królewski. W Krakowie mają Bracką. W Gdańsku Długi Targ. Oj, długo by wymieniać. A co mają w Buenos? Niestety… Turysta opancerzony w przewodnik, mapy i uzbrojony w aparat w gotowości na fascynujące ujęcia starych kamieniczek i podziurawionego bruku, srogo się zawiedzie. Tutaj nie ma tego typu zabytków. Umówmy się. Buenos nie jest miastem dla wielbicieli europejskich starówek, romantycznych promenad, nocnych latarenek oświetlających spowite mgłą wieczorne uliczki. E-e… Nie tu.

Ale, żeby nie było, że Buenos to takie „be” i „fe”, naszą wędrówkę po stolicy Argentyny zacznijmy właśnie od takiej uliczki, która – powiedzmy sobie – można by naciągnąć do miana takiej naszej Brackiej, czy Traktu Królewskiego. Wysilmy zatem mięśnie i naciągajmy ze wszystkich sił. Bo różnic jest wiele.

Defendi. Bo o tej uliczne mowa. Miejsce spotkań argentyńskich poetów, wirtuozów impresjonistycznego malarstwa i zwykłych grajków. Tutaj kierują swoje pierwsze kroki turyści. Położona blisko centrum, stanowi łakomy kąsek, by ładnie przywitać się z klimatem Ameryki Południowej. I pewnie dlatego nawet w niedzielę, gdy cała reszta miasta jest totalnie wyludniała, na Defendi trzeba się przeciskać przez tłum ciekawskich.


Argentyna - carne  

Carne

Domki w Villa del Parque są urządzone dosyć prosto i praktycznie zarazem. Wchodząc do kuchni mijamy np. garaż. Tak, co by poprawić sobie apetyt widokiem naszego Forda. Często na jedno gospodarstwo składają się dwa budynki, po między którymi mieści się uroczy ogródek. Wiadomo w jakim celu. Nie ma lepszej miejscówki na wspólne biesiadowanie pod gołym niebem. Jak jeszcze obok stoi żarzący się grill, możemy śmiało stwierdzić, że nic nam więcej do szczęścia nie potrzeba. Ktoś kiedyś o tym śpiewał, prawda?;)

A na grillu już przygotowane, grubo pokrojone steki. I tutaj zaczyna się temat rzeka. Przynajmniej w Argentynie. Nie sposób odwiedzić tego kraju i nie spróbować przesławnego carne (hiszp. mięso). Serwuje się je tutaj wszędzie. Na dworcach, w marketach, na ulicy, osiedlu, czy właśnie podczas niedzielnej biesiady w ogrodzie. To duma portenios. Ktoś powie, że pachnie mu tu snobizmem. A ja tylko przyklasnę. Dodam tylko, że zdrowym i zupełnie usprawiedliwionym. Nie jestem znawcą, ani tym bardziej wielbicielem mięsnych potraw. Przyznam się jednak, że tutejsze mięso zrobiło na mnie piorunujące wrażenie!


Argentyna - ulica w Villa del Parque  

Złożoność Buenos

Dzielnica Villa del Parque. Mamy szczęście. Zamieszkamy w spokojnej i zacisznej dzielnicy Buenos. Do centrum blisko – bo 20 minut pociągiem to tyle, co nic. Autobusem już nieco gorzej, bo ponad godzinę. Pamiętajmy jednak, że w aglomeracji Buenos mieszka ponad 13 mln ludzi. Jeżdżenie do pracy ponad trzy godziny jest tutaj na porządku dziennym. Wyobraźmy sobie, że mieszkając w Bydgoszczy, pracujemy w Warszawie, gdzie codziennie musimy dojechać. Przyjemnie, prawda? Trzy godziny w jedną, trzy w drugą. I pół dnia mija. Tutaj mają zupełnie podobnie. Ale i tak się uśmiechają. Co zmieni, że zaczniemy kląć, na czym świat stoi?

Buenos to miasto dwubiegunowości. Jadąc z lotniska mijaliśmy dziurawe, nie otynkowane, szaro bure bloki mieszkalne, „wyposażone” w ciemne dziury (chyba robiły za okna), z których zwisało pranie. Dzieciaki na bosaka grały w piłkę na piaszczystym klepisku. A całości dopełniał biedny widok zapuszczonych murów pomalowanych graffiti. Następnie wjechaliśmy do tzw. downtown, czyli po prostu do biznesowego centrum. Pełnego szklanych hoteli, pałaców i wystawnych urzędów. Jeszcze dalej położona jest natomiast nasza Villa del Parque, do której wjechaliśmy na sam koniec.


Argentyna - ulice  

Ulice

Jazda samochodem to jedna z tych czynności, z którą nie przyzwyczajony do latynoskiego stylu życia turysta musi zmierzyć się jako pierwszą. To zupełnie inny świat.

Ci, którzy przeżyli coś podobnego, mogą już spasować. Dla Was bowiem w poniższej historyjce nie będzie nic szczególnego. Natomiast tym wszystkim, którzy zamierzają się wybrać, gorąco polecam zabranie ze sobą wielkich pokładów cierpliwości i zaufania wobec prowadzącego samochód, w którym jakimś przypadkiem się znajdą.


Argentyna - lotnisko  

Na lotnisku

Lotnisko w Buenos nie wyróżnia się niczym specjalnym. Taki niski moloch. Gdzieniegdzie w suficie dostrzec można małe szpary. Ot, małe niedociągnięcie. Ale kto by się przejmował. Chwila oczekiwania na bagaż (połączenia do Ameryki Południowej są jednymi z tych, na których dochodzi do najczęstszych zagubień bagażu). Jeeest!

Wychodzimy ze strefy odpraw i… Czas stoczyć zacięty bój.

- Amigo, taxi?

- Taaaaxi?

- Signor, taxi por favor?


Ameryka Południowa - mapy  

Ameryka Południowa – dojazd

Ameryka Południowa? Daleko? Egzotycznie? Inaczej?

Gdy biorę do ręki tekst o Ameryce Łacińskiej, spotykam się najczęściej z jedną, wspólną dla wszystkich myślą: kontynent o skrajnie odmiennej kulturze od naszej, europejskiej. Egzotyczny. Poruszający. Niektórzy napiszę nawet, że dziki.

A ja zacznę pisać o tym fascynującym zakątku świata jako o czymś zupełnie bliskim. I to nam wszystkim. Bo kulturę latino można spotkać na co dzień. Zobaczymy ją w wydzierającym się na nas motorniczym tramwaju, który opitoli nas za przebiegnięcie na czerwonym świetle. Poczujemy ją, gdy w maju zza połaci szarzyzny nareszcie wyjdzie słonko i zacznie grzać do końca września. Usłyszymy ją, gdy