Po naszych odwiedzinach w Palenque, zapierającym dech w piersiach, ukrytym w dżungli ośrodku kultury majów, chciałyśmy udać się do wodospadów. Jednak zarówno czas, jak i siły wykończone ciągłymi podjazdami, nie pozwoliły nam dotrzeć tam jeszcze tego samego dnia. Rozbiłyśmy się więc gdzieś po drodze, w środku lasu równikowego i liczyłyśmy, że nic złego nas nie spotka (dziki zwierz czy groźny Meksykanin). Na szczęście była „tylko” równikowa zlewa, trochę nam podtopiło karimaty, ale wiedziałyśmy, że na słoneczku wszystko się wysuszy…
Ruszyłyśmy o świcie na podbój wodospadów Misol-Ha. Zachęcone opisem prawie 35-metrowego wodospadu spadającego do pięknego, szerokiego jeziorka, otoczonego bujną roślinnością, już nie mogłyśmy się doczekać! Do tego za główną kaskadą miała być ścieżka wiodąca do jaskini…czad!






Meksyk ma bardzo dobrze rozwiniętą sieć dróg mimo, iż stosunkowo nieduży odsetek mieszkańców posiada własny samochód. Na meksykańskich drogach można spotkać luksusowe samochody najczęściej typu pick-up, wypuszczające z siebie kłęby nieprzyjemnych zapachów ciężarówki pnące się pod górę, zdezelowane samochody osobowe albo totalnie rozpadające się autobusy, którymi miejscowa ludność przemieszcza się z miejscowości do miejscowości, na zakupy lub do pracy.


Powszechnie wiadomo, że Włochy zalewają wszelkiego rodzaju jednoślady, a w szczególności te z napędem mechanicznym. Motory, motorowery, a przede wszystkim skutery, są wszędzie i bzyczą pieszym w uszach. Zwłaszcza w bardziej zabytkowych kątach miast, gdzie stare uliczki pozostały wąskie i urokliwe jak za dawnych czasów. Tam samochody nie mają szans, tym bardziej, że często natrafiają na zakaz wjazdu. Skuterem za to można sprawnie lawirować między pieszymi po kocich łbach bruku ulicznego oraz bez trudu zaparkować w centrum miasta.