Tegoroczna edycja Rajdu Dakar – odbywającego się od trzech lat w Argentynie i Chile – cieszyła się niezwykle małym zainteresowaniem pośród kibiców. Na odcinkach nie pojawiało się wielu fanów ścigania. Latynoskie gazety nie poświęcały wydarzeniu zbyt wiele miejsca. A jeśli już, to praktycznie nigdy na pierwszych stronach. Krótkie wzmianki o kolejnych odcinkach pojawiały się raczej jako kolejne z wydarzeń sportowych. Rzecz jasna, za piłką nożną i polo. W Argentynie sporty samochodowe nie mają najmniejszych szans w zestawieniu z obiema wspomnianymi konkurencjami. Kierowcy ciężarówek ścigający się pośród pustynnych pejzażów, motocykliści walczący z wietrznymi zawieruchami – dla Latynosa to nic ciekawego. I – tutaj nie mogę się wprost powstrzymać, muszę to dodać od siebie – trudno się im dziwić… ![]()
Oglądasz artykuły otagowane jako: samochód
Samochodem po Nowej Zelandii – c.d.
W Nowej Zelandii ruch jest lewostronny. Potrzeba więc czasu, aby przyzwyczaić się do kierownicy po prawej stronie i skrzyni biegów po lewej. I tu polecam automat. To znacznie ułatwia sprawę, bo przynajmniej na jedną rzecz nie trzeba zwracać uwagi, która na początku jest mocno skupiona na szukaniu właściwej drogi. W mieście czasem można się pogubić zanim przywykniemy, że znaki wskazujące drogę są nie tam, gdzie się ich spodziewamy. Drogi na trasie są dość dobrze oznaczone m.in. znaki ostrzegają przed ostrymi zakrętami (najczęściej podany jest kąt zakrętu, co eliminowało „element zaskoczenia” szczególnie na drogach biegnących skrajem urwiska). O tym mogłabym długo pisać, bo nowozelandzkie znaki drogowe wyjątkowo sobie upodobałam podczas jazdy samochodem.
Samochodem po Nowej Zelandii
Jak najlepiej zwiedzać Nową Zelandię? Możliwości jest wiele. Na obu wyspach funkcjonują dobre połączenia autobusowe i kolejowe między miastami, nie trudno również przemieszczać się samolotami, bowiem niemal w każdym większym mieście jest lokalne lotnisko. Wydaje się jednak, że najbardziej popularnym środkiem lokomocji jest samochód, szczególnie opłacalny przy większej liczbie osób. Liczne wypożyczalnie oferują zarówno auta osobowe, jak i kampery wraz z wszelkiego typu ubezpieczeniami, w tym „stress free insurance” (to dodatkowy koszt, ale dla spokoju ducha warto dopłacić). Ponadto poruszanie się samochodem daje dużą mobilność i niezależność. Chyba jedynie nie opłaca się przy podróżowaniu w pojedynkę…
Gdzie spać?
Sieć noclegowa w Nowej Zelandii jest gęsta i oferuje wszelkie możliwe formy zakwaterowania: od hoteli, poprzez motele, hostele, na campingach skończywszy. Każdy znajdzie coś dla siebie w zależności od indywidualnych upodobań i oczywiście zasobności portfela. Najbardziej popularną formą, zarówno wśród przyjezdnych, jak i nowozelandzkich urlopowiczów, łączącą funkcję przemieszczania się z noclegiem jest kamper. Co prawda pod górki podjeżdża nieco wolniej, ale za to w razie potrzeby można nim zaparkować w zacisznym miejscu i przenocować. Biwakowanie na dziko wprawdzie nie jest zabronione, ale też nie jest za szczególnie praktykowane. Nie wolno rozbijać namiotu, ani stawać kamperem na noc jedynie w miejscach gdzie jest to ewidentnie zabronione (a takie znaki również pojawiają się).
Samochód z drutu – prezenty z okazji dnia dziecka
Wczoraj był dzień dziecka, czas podarunków dla najmłodszych. Dla rodziców, dziadków, cioć, wujków, oraz innych krewnych i znajomych to dzień trudny, bo co kupić maluchowi, który już wszystko ma? Jeszcze trudniejsze zadanie, to zadowolić nastolatka!
A ja wiem! Mam kilka pomysłów! A właściwie to Afrykanie na nie wpadli
Bez wątpienia każdy chłopiec chciałby mieć… samochód zrobiony z drutu! Dużą popularnością cieszą się również auta wykonane z puszek oraz z drewna.
Centrum Buenos Aires
Zwiedzania Buenos po swojemu ciąg dalszy.
Po godzinie jazdy autobusem dojeżdżamy do centrum stolicy Argentyny. Główna część miasta to coś w stylu połączenia Nowego Jorku z Honolulu. Wieżowce po obu stronach jednokierunkowej, szerokiej, zawalonej kupą samochodów i motocykli ulicy. Budynki może i nie za piękne, ale z pewnością robiące wrażenie. Chodniki wciśnięte pomiędzy witryny sklepów a rozhuczaną ulicę zapchane są pędzącymi w swoich kierunkach portenios (tak tytułuje się mieszkańców Buenos Aires).
Mimo zapowiedzi, czuję się dość bezpiecznie. Tu grają tango, tam zagaduje mnie brazylijski kelner, tam zatrąbi na mnie taksówkarz. Miał prawo. Tak mi się nie chciało czekać na to zielone. A, że akurat musiał podjechać, to cóż.. Chyba wtapiam się w tłum. Dla Argentyńczyka bowiem coś takiego jak światło dla pieszych praktycznie nie istnieje. Zresztą, dla kierowców też tylko sporadycznie. ![]()
Ulice
Jazda samochodem to jedna z tych czynności, z którą nie przyzwyczajony do latynoskiego stylu życia turysta musi zmierzyć się jako pierwszą. To zupełnie inny świat.
Ci, którzy przeżyli coś podobnego, mogą już spasować. Dla Was bowiem w poniższej historyjce nie będzie nic szczególnego. Natomiast tym wszystkim, którzy zamierzają się wybrać, gorąco polecam zabranie ze sobą wielkich pokładów cierpliwości i zaufania wobec prowadzącego samochód, w którym jakimś przypadkiem się znajdą.




